Polski Wrocław jako metropolia europeijska - Pamięć i polityka historyczna z punktu widzenia oral history  
 
  << Strona główna


Wielka tradycja bez kontynuacji. Gmina Żydowska we Wrocławiu po roku 1945

Julia Gogol, Lutz Henke, Sebastian Hoffmann, Izabela Kazejak, Agata Sęczek

Wstęp

Wrocław i jego barwna historia były już niemal zapomniane, gdy jakiś czas temu niemiecka opinia publiczna odkryła je ponownie. Nadodrzańskie miasto przeżyło renesans, przede wszystkim w toku gorącej dyskusji na temat wypędzenia Niemców i ewentualnej budowy „Centrum Przeciwko Wypędzeniom“. Poseł SPD Markus Meckel wskazał nawet Wrocław jako możliwe miejsce powstania owego centrum; jego wypowiedź stała się początkiem publiczej debaty na ten temat (Zeitschrift für Geschichtswissenschaft, 2003, nr 1, s. 3). Natomiast zarówno historia żydowskiego Breslau jak i żydowskiego Wrocławia, nie znalazły do tej pory szerokiego zainteresowania opinii publicznej, pomimo tego, że miasto było przez stulecia jednym z ważniejszych centrów żydowskiej kultury.

Niniejszy tekst traktuje o żydowskiej przeszłości i teraźniejszości miasta. Na szczególne uwzględnienie zasługuje niemiecko-polsko-ukraińska grupa autorów: zarówno Niemcy jak i Polacy, ale także i Ukraińcy odnaleźli własną przeszłość w historii miasta. Wielonarodowa współpraca umożliwiła posługiwanie się różnorodnymi kulturowymi perspektywami, by naszkicować ostatecznie wyjątkowo wielowymiarowy, czasem nawet zaskakujący portret Wrocławia. Przede wszystkim podczas wywiadów ze świadkami wydarzeń historycznych okazało się, że różnorodne emocjonalne podejście to tematu, jak również zaplecze narodowościowe były zaletami i pomogły zrozumieć wiele faktów historycznych.

Ułożenie mozaiki, jaką jest Wrocław żydowski, nie polegało jednak tylko na badaniu subiektywnych, nacechowanych emocjami informacji, jakie uzyskiwaliśmy od rozmówców - miasto samo w sobie służyło nam jako źródło informacji i stało się integralną częścią całego obrazu historycznego.

We wstępie zajęto się poszukiwaniem cech wspólnych między żydowskim Wrocławiem przedwojennym a powojennym. Podjęta została próba ustalenia różnorodnych sposobów kontynuacji żydowskiej tradycji po roku 1945. Starano się znaleźć odpowiedź na pytanie o możliwe formy kontynuacji. Czy są one tylko abstrakcyjne i zakotwiczone w pamięci kulturowej, czy też zachowały się w formie reliktów? Część druga zajmuje się bezpośrednio historią gminy żydowskiej, która powstała po roku 1945. Szczególnie uwzględnione zostały aspekt antysemityzmu i represje, które dotknęły społeczność żydowską w marcu 1968 r. Następnie wykorzystując metodę „miasto jako tekst“ przedstawiona została historia synagogi Pod Białym Bocianem oraz wrocławska Gmina Wyznaniowa Żydowska (dalej GWŻ) z jej aktualną strukturą i cechami charakterystycznymi. W tym miejscu spojrzenie z polskiej perspektywy okazało się wartościowe i szczególnie przydatne.



Śladami żydowskiej przeszłości niemieckiego Breslau w polskim Wrocławiu

„Nieprzerwanie natrafiamy na przeszłość i teraźniejszość: one są nierozłączne. Nie ma końca historii, ani punktów jej przerywających, nie ma całkiem nowego początku.“

Urodzony w Breslau amerykański historyk Fritz Stern rozpoczął tymi słowami przemówienie na uroczystości wręczenia mu Pokojowej Nagrody Księgarzy Niemieckich w 1999 r. (Stern, 1999). Powoływał się on przy tym na najnowszą niemiecką historię „Republiki Berlińskiej“, lecz jego słowa sięgają o wiele dalej: ich sens zakłada ciągłą łączność, kontynuację między rozdziałami historycznymi.

Jeśli założymy, że stwierdzenie Sterna jest słuszne, to powinniśmy odnaleźć tę historyczną kontynuację również w szczególnie tragicznej historii wrocławskich Żydów. Niemiecka gmina żydowska przestała istnieć, ulegając stopniowej zagładzie na skutek holocaustu, zniszczenia twierdzy Breslau i wypędzenia Niemców. Czy po tak absolutnym wyniszczeniu można w polskim już mieście odnaleźć jakiekolwiek powiązania z bogatą żydowską kulturą i długą tradycją niemieckiego Breslau? Jak miałoby to nawiązanie do przeszłości wyglądać?

Polski historyk i dyrektor wrocławskiego Muzeum Historycznego Maciej Łagiewski kategorycznie wyklucza ciągłość historyczną Breslau we Wrocławiu. Historia niemieckich Żydów kończy się dla niego w roku 1944. Podkreśla on absolutny koniec historyczny, oraz całkiem nowy początek jako jedyną możliwą alternatywę po roku 1945. Łagiewski pisze o „zniszczonym świecie“, o całkowitym wyniszczeniu wrocławskich Żydów (Łagiewski, 1996, s. 5 i n.) oraz kończy wstęp do monografii Wrocławscy Żydzi 1850-1944 następującym stwierdzeniem: „Ostatecznie jesieną 1944 r. przestało istnieć jedno z największych skupisk niemieckich Żydów. Uniecestwione zostało we Wrocławiu środowisko żydowskie, mające kilkusetletnie tradycje kulturalne, gospodarcze, naukowe i polityczne o zasięgu nie tylko niemieckim ale i ogólnoeuropejskim.“ (Łagiewski, 1996, s. 12). Czy jednak faktycznie możliwe było całkowite zniszczenie żydowskiego Breslau? Przez dziesięciolecia miasto było przecież jedną z najważniejszych siedzib niemieckich Żydów, które mogło poszczycić się tradycją sięgającą XII wieku. Żydzi wrocławscy w czasach nowożytnych byli mocno zasymilowani, a po uzyskaniu takich samych praw jak inni wrocławianie czyli po roku 1812, czuli się coraz bardziej Niemcami. Starania gminy żydowskiej, by się nie izolować i nie odgraniczać od reszty społeczności, manifestowały się szczególnie mocno w silnym ruchu emancypacyjnym i oświeceniowym, w haskali. Od roku 1847 w mieście funkcjonowała druga, ciągle rozwijająca się liberalna gmina żydowska. Obok licznych kulturalnych, naukowych i gospodarczych instytucji, przede wszystkim prominentne osobistości pochodzenia żydowskiego, jak Ferdinand Lasalle i Fritz Haber, nadawały miastu szczególnego blasku.

Dziś GWŻ nie można przyrównać do byłego centrum żydostwa niemieckiego. Gmina wrocławska liczy zaledwie 298 członków i jest tym samym drugą pod względem liczby wyznawców w Polsce. W tym miejscu trzeba zacząć poszukiwanie kontynuacji; powinny zostać zadane pytania o świadomość, tradycję i dziedzictwo kulturowe.

Przeszłość może manifestować się w przeróżnych formach, a o kontynuacji mogą świadczyć różnorakie cechy, lecz mimo to bardzo rzadko natrafimy na nie w literaturze. Znaleźć ją można prędzej w samym mieście - mamy nadzieję, że w polskim Wrocławiu natkniemy się na niemiecką przeszłość miasta. Przepytywanie świadków wydarzeń historycznych oraz „czytanie miasta jako tekstu“ dostarczają nam szczegółowej indywidualnej wiedzy; z pojedynczych przeżyć układamy jak puzzle całościowy obraz. Fragmenty, z których próbowaliśmy zrekonstruować mozaikę żydowskiego Wrocławia, są wielce wartościowe właśnie dlatego, że są subiektywne, osobiste i nacechowane emocjonalnie, ponieważ: „Żyjemy dziś pod znakiem kultury wspomnień, w której pamięć poszczególnych osób, podobnie jak pamięć publicznie zrytualizowana zajmują ważne miejsce“ (Stern, 1999).

Kiedy poszukujemy śladów zgładzonego życia żydowskiego, które kwitło w niemieckim Breslau, odkrywamy także osobistą historię życia Fritza Sterna, który także jest Żydem. Był on jednym z tych obywateli niemieckich, którzy w wyniku nazistowskich prześladowań musieli opuścić Wrocław. W wieku 12 lat, Stern opuścił swe rodzinne miasto. Później, podczas studiów w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej naukowo zgłębiał przeszłość niemiecko-żydowską.



Świadkowie i pamięć zbiorowa

Poszukiwanie żydowskiego Breslau, które istniało przed wojną, zaczyna się w historii pojedynczych osób. Jednoznaczną kontynuację mogą stworzyć osobiste wspomnienia, przeżyta lub nawet żyjąca w umysłach po dziś dzień historia Żydów z Breslau, którzy do dziś są obecni w mieście i tworzą zbiorową pamięć minionych czasów. Fakt, że istnieje dziś we Wrocławiu gmina żydowska, sprawia, iż początkowo można mieć nadzieję na odnalezienie w mieście niemieckich Żydów. Mimo holocaustu, powojennej zawieruchy i wypędzenia niemieckiej ludności, poszukujemy świadków przeszłości, którzy to wszystko przeżyli i stworzyli bezpośrednią kontynuację gminy przedwojennej. Uproszczone traktowanie Żydów jako zbiorowości religijnej, która pozbawiona jest jakiejkolwiek przynależności etnicznej, pozwalałoby przypuszczać, że niemieccy Żydzi mogliby dziś niezależnie od ich przynależności terytorialnej i narodowej zamieszkiwać miasto. Być może drastyczne procesy ujednolicania etnicznego i nowo utworzona granica między Polską a Niemcami nie wpłynęły na wrocławskich Żydów?

Jednak bezpośredniej kontynuacji pro persona nie znajdziemy we Wrocławiu. Trzeba tutaj przyznać rację Łagiewskiemu. W dzisiejszej gminie żydowskiej nie ma osób, które pamiętałyby niemiecki Breslau sprzed 1944 r. Nawet 84-letni kantor, Dawid Ringel, jeden z najstarszych członków gminy, przybył do Wrocławia w roku 1945, po tym jak został wypędzony z terytorium dzisiejszej Ukrainy.

Nie można zatem mówić o przedwojennej gminie i o żydowskim Breslau, które istnieją dziś w zbiorowej pamięci, czy w osobistych wspomnieniach. Niektórzy byli mieszkańcy Breslau odwiedzili wprawdzie Wrocław, ale „żaden z nich nie został w mieście na stałe“, zauważa z niewielkim wyrzutem Ewa Charęza, młoda sekretarka GWŻ. Podkreśla, iż istnieje kontakt z niemieckimi Żydami, którzy zamieszkiwali niegdyś Breslau lecz żaden z nich nie chce tu już mieszkać.

Trudno znaleźć świadków, którzy nie są żydowskiego pochodzenia, ale mogliby opowiedzieć o żydowskim życiu w mieście przed wojną. Wyszukane przez nas osoby, nie były naocznymi świadkami przeszłości przedwojenngo Breslau, więc nie mogły nam o niej opowiedzieć. Nie tylko holocaust, lecz również wypędzenie niemieckiej ludności sprawiło, że dziś prawie niemożliwe jest odnalezienie we Wrocławiu osób pamiętających Breslau. Być może byli tacy, którzy wyrazili chęć powrotu do rodzinnego miasta, lecz wrogość i antysemityzm sprawiły, iż wielu zatajało swoją wiarę i pochodzenie (por. druga część tekstu). Kiedy w roku 1968 narastające represalia sięgnęły zenitu, wielu Żydów zdecydowało się opuścić miasto i Polskę, grzebiąc tym samym szansę na nawiązanie do bogatej tradycji żydowskiego Breslau.

Pamięć kulturowa gminy żydowskiej

W następnej części badań nadal szczególną uwagę poświęcamy członkom wrocławskiej Gminy Wyznaniowej Żydowskiej i ich osobistym historiom. Właśnie dlatego, że mieszkający obecnie we Wrocławiu Żydzi nie przeżyli niemieckiego Breslau jako centrum życia żydowskiego, chcemy dowiedzieć się, jaki obraz i jaką wiedzę na jego temat posiadają. Czy można mówić o kulturze wspomnień, czy istnieje nawiązanie do długiej tradycji gminy, krótko mówiąc czy istnieje pamięć kulturowa starego Breslau?

Członkowie gminy, poszukując informacji na temat przedwojennych, niemieckich Żydów muszą powoływać się na wiedzę ze źródeł drugorzędnych, starają się jednak dowiedzieć jak najwięcej na temat przedwojennej gminy. Pragną zdobyć utracone informacje, by stworzyć obraz przeszłości uzupełniony o brakujące części. Periodyk GWŻ, Biuletyn Informacyjny objaśnia nie tylko jak wygląda życie gminy dziś, ale zawiera także opracowania przedwojennej historii życia żydowskiego w mieście oraz synagogi - pomaga to wykształcić żydowską tożsamość kulturową.

Dzisiejsza wspólnota pamięta o bogatej żydowskiej przeszłości miasta. Oczywiście członkowie gminy znają świetnie zdobycze niemieckiej poprzedniczki, choć nie nawiązują one bezpośrednio do czasów dzisiejszych, twierdzi Charęza.

GWŻ określa więc samą siebie jako spadkobierczynię niemieckiej gminy, jednak nie tradycji poległego żydostwa niemieckiego. Jej samej trudno jest znaleźć jednolitą drogę. Jak potwierdza wielu jej członków, balansuje ona nawet dziś między ortodoksyjnym a liberalnym charakterem; są w niej też polscy konwertyci. Brakuje rabina, który skupiłby religijne przywództwo w swoich rękach. Obecny amerykański rabin odwiedza gminę nie częściej niż dwa razy do roku. Także jedyna zachowana synagoga Pod Białym Bocianem, która służyła początkowo jako świątynia Żydom reformowanym, należy dziś do gminy, jednak o kontynuacji liberalnej tradycji nie może być mowy. Młoda sekretarka wyjaśnia nam, że symbole tej przeszłości są jeszcze wyraźnie widoczne, na przykład w składzie chóru, w którym kobiety i mężczyźni występowali wspólnie. Jednak podczas ostatniego nabożeństwa przestrzegano zasad ortodoksyjnych rozdzielając płcie.

Wydaje się także, że wybitni przedstawiciele żydowskiego Breslau stali się częścią składową zbiorowej pamięci członków gminy. Pani Petrów, zapytana o historię niemieckich Żydów, pełna dumy wyciąga z przygotowanego zbioru listę sławnych osobistości i dumnie wypowiada takie nazwiska jak Fredinand Lasalle czy noblistów Fritza Habera i Maxa Borna. Nie omieszka również podkreślić jak ważne są te fakty historyczne i żydowskie korzenie dla historii miasta. Żarliwość pani Petrów można wytłumaczyć tym, że jej rodzina należy do „nowych“ dających się trudno zdefiniować rodzin żydowsko-mesjanistycznych. Jej dzieci same uczyły się dużo o historii i kulturze żydowskiej i mogły przekazać tę wiedzę dalszej części rodziny, co gorliwie potwierdza młodszy syn pani Petrów noszący oliwkowozieloną koszulkę z nadrukiem „Israel Defense Force“.

Istnieje więc zróżnicowana pamięć kulturowa, nawet kiedy nie ma bezpośredniego i treściowego nawiązania do przedwojennej gminy. Na kontynuację instytucji kulturalnych brakuje nie tylko tak ważnej motywacji ale i środków. Młode pokolenie, tak jak Karolina Szykierska i Ewa Charęza, wprawdzie angażuje się chętnie w organizację imprez kulturalnych, ale i tutaj brakuje pieniędzy i średniego pokolenia, które w większości opuściło Polskę pod koniec lat 60-tych.

Mimo, że wrocławska gmina jest zaraz po warszawskiej drugim największym skupiskiem Żydów w Polsce, nie budzi ona zainteresowania opinii publicznej, ani nie jest tak dobrze wyposażona, jak np. gmina krakowska. We Wrocławiu nie odnajdziemy dzielnicy przypominającej krakowski Kazimierz. Trudno więc porównywać te dwie instytucje. Jak twierdzi Ewa Charęza „Wrocław po prostu nie leży na trasie turystycznej“. Turyści odwiedzają przede wszystkim Oświęcim, Warszawę i Kraków, dlatego w tych miastach przykłada się większą uwagę do rozwoju turystyki i inwestuje się w kulturę żydowską, objaśnia.



Miasto jako tekst

Przyjrzyjmy się w końcu pozostałym symbolom w mieście - wszystkim miejscom, w których manifestuje się przeszłość i kultura. Czytać miasto jak tekst, to we Wrocławiu znaczy czytać między wierszami, ponieważ poruszając się śladami życia żydowskiego oddalamy się od ścieżek, którymi prowadzą nas przewodniki (Kostof, 1992, 1993). W porównaniu z dużą ilością żydowskich budynków i instytucji, jakie niegdyś tu stały, zostało niewiele śladów. Jednak odnajdujemy je, trzy jednoznaczne pozostałości, są to: wymieniona już synagoga Pod Białym Bocianem, której historia zostanie omówiona w trzeciej części tekstu oraz dwa cmentarze. Jeden z nich, na ulicy Lotniczej, należy dziś do GWŻ. Z drugim cmentarzem, jak wspomniała Ewa Charęza, gmina nie ma dziś nic wspólnego. Został on odrestaurowany i pełni obecnie funkcję muzeum. Znajduje tutaj się najstarszy żydowski nagrobek Wrocławia, grób Ferdynanda Lasalle, jak również miejsca spoczynku wielu innych prominentnych osobistości żydowskiego Breslau. Starszy pan, który oprowadza po cmentarzu, wyjaśnia nam, że udało mu się połączyć historyczne hobby z pracą. Jednak nie myśli o tym, by podczas oprowadzania nałożyć nakrycie głowy i rozczula się szczególnie długo nad anegdotami o pięknych córkach zmarłych osobistości. Jednak podkreślenie sprowokowanych antysemityzmem zniszczeń i zabrudzeń jest również dla niego bardzo ważne: polskiego antysemityzmu nie wolno przemilczeć - „Nie, musimy również i to powiedzieć, wchodzimy przecież do Unii [Europejskiej]!“

Cmentarz przy ulicy Lotniczej opowiada historię żydowskiego Breslau nieco spokojniej; spod grubych wąsów bluszczu wynurzają się przede wszystkim niemieckie i żydowskie nazwiska, hebrajskie i łacińskie litery. Do roku 1944 chowano tutaj również i ofiary holocaustu. Na kamiennych tablicach odnajdujemy często daty lat wojennych.

Tak więc obojgu należy przyznać rację - zarówno Sternowi jak i Łagiewskiemu; w historii miasta odnajdujemy pod wieloma względami absolutne historyczne punkty kończące poprzedni etap historyczny, lecz materialne ślady tamtej przeszłości są jeszcze obecne.



Historia Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu po II wojnie światowej

Stolica Dolnego Śląska przeżyła podczas powojennej zawieruchy wymianę ludności. Wśród przybywających do miasta Polaków znaleźli się też Żydzi pochodzący przede wszystkim z Polski centralnej lub z byłych Kresów Wschodnich. Podjęli oni próbę wskrzeszenia życia żydowskiego w mieście.

Przystosowanie się do nowej rzeczywistości, jaka nastała po holocauście i po wojnie, a szczególnie do nowego miejsca zamieszkania, wymagało jednak czasu. Początkowo zupełnie obce miasto miało stać się nową ostoją życia żydowskiego. Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż proces ten miał dużą szansę na powodzenie. Jednak im dokładniej przyjrzymy się powojennym stosunkom polsko-żydowskim i polityce prosowieckiego polskiego rządu, tym mniej prawdopodobna wydaje się możliwość odrodzenia życia żydowskiego. Po wojnie Polacy i Żydzi żyli wspólnie przez 23 lata, do marca 1968 r., który stał się symbolem eskalacji konfliktu polsko-żydowskiego.

Do roku 1968 wielu Żydów emigrowało z Polski, gdyż traktowali oni Wrocław jedynie jako punkt przejściowy, zaledwie jako stację w drodze do Izraela lub Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Dlaczego jednak dziś GWŻ liczy jedynie 298 członków? Czy jest to efekt polityki czy też mocno zakorzenionych w polskim społeczeństwie stereotypów, które okazały się być przeszkodą w drodze do pokojowej koegzystencji? A może wspomnienie koszmaru jakim był holocaust uniemożliwiło życie w Polsce, gdyż kraj ten kojarzono z masową zagładą ludności żydowskiej?

W sumie ponad połowa uratowanych polskich Żydów zdecydowała się osiedlić po 1945 r. na Dolnym Śląsku (Waszkiewicz, 1999, s. 191). Nowi przybysze mogli liczyć w powojennym Wrocławiu na mieszkanie, pomimo wielkich zniszczeń w zabudowie miasta. W wielu innych polskich miastach sytuacja była odwrotna. Żydzi często nie mogli powrócić do swoich przedwojennych siedzib, ponieważ podczas okupacji osiedlili się tam Polacy. W publikacji na temat powojennej sytuacji ludności żydowskiej w Polsce Alina Cała i Halina Danter-Śpiewak szacują, że ponad tysiąc polskich Żydów padło ofiarą pogromów lub zostało zamordowanych z pobudek nacjonalistycznych, przy czym dobrze udokumentowane jest 600 przypadków (Cała/Danter-Śpiewak, 1997, s. 15; dalsze informacje: Adelson, 1993, s. 393; Kersten 1992). W samym Wrocławiu panował jednak strach przed powrotem Niemców. Starsza kobieta, Wera Gutsztyn opowiadała nam jak spędziła we Wrocławiu pierwsze noce: jej rodzina obawiała się, że w nocy do przydzielonego im mieszkania wrócą poprzedni niemieccy właściciele, ponieważ opuszczając dom zabrali ze sobą klucze. Pan Albert, który nie chciał nam zdradzić swojego nazwiska, opowiedział dlaczego na nowy początek swojego życia wybrał właśnie Wrocław. „Wie pani ilu Żydów przeżyło wojnę w Białymstoku? Dwóch albo trzech. Co miałem tam robić?“

Wrocław stworzył wyznawcom judaizmu możliwość rozpoczęcia nowego życia. W mieście powstały żydowskie spółdzielnie rzemieślnicze, partie polityczne i szkoły. Życie żydowskie rozwijało się szybko z pomocą państwa i amerykańskiej organizacji Joint. Polityka rządu polskiego gwarantowała Żydom takie same prawa, jakie mieli pozostali obywatele polscy oraz zwrot mienia sakralnego. Zmiany, które zaszły w polskim systemie politycznym, sprawiły, że Żydom zaoferowano nową pozycję w gospodarce państwa. Rząd polski wykreował nawet żydowskiego pracownika nowego typu, mianowicie przodownika pracy. W kwietniu 1948 r. odbył się we Wrocławiu Pierwszy Zlot Żydowskich Robotników Przodowników Pracy (Szaynok, 2000, s. 112). Czynny udział żydowskich górników czy hutników w odbudowie państwa miał za zadanie stworzyć alternatywę i przeciwwagę dla ruchu syjonistycznego (Pisarski, 1997, s. 56).

Jak wykazały nasze badania, mimo relatywnie dobrych warunków, Polacy pochodzenia żydowskiego nie przywiązali się zbytnio do nowego miejsca zamieszkania, które panowały po wojnie na Dolnym Śląsku. Oczywiście przydatne byłyby także rozmowy z Żydami, którzy zdecydowali się na emigrację, by dokładniej określić dlaczego wielu z nich zdecydowało się na wyjazd z Polski. Kiedy porównaliśmy liczby ludności żydowskiej w powojennym Wrocławiu powstał następujący obraz: po akcjach repatriacyjnych w lipcu 1946 r. mieszkało we Wrocławiu 16.057 Żydów (Szaynok, 2000, s. 51), a po falach emigracji w lutym 1947 r. 13.800 (Szaynok, 2000, s. 103). Z czasem znacznie zmniejszyła się liczba wrocławian pochodzenia żydowskiego, szczególnie po zlikwidowaniu autonomicznych instytucji żydowskich na przełomie lat 40-tych i 50-tych oraz po kampanii antysyjonistycznej, czyli po roku 1968 (Stola, 2001). Wszystko to sprawiło, że dziś GWŻ liczy zaledwie 298 członków. Należy jednak podkreślić, iż dokładna liczba Żydów wrocławskich nie jest znana, gdyż nikt nie jest zobligowany, by przynależeć do wspólnoty. Prawdopodobnie żyje dziś w mieście pewna liczba Żydów, którzy albo nie wiedzą nic o swoim pochodzeniu, albo mimo swych żydowskich korzeni nie chcą czynnie uczestniczyć w życiu gminy.

Przyczyny powojennej emigracji Żydów z Polski powiązane są z trzema ważnymi czynnikami. Pierwszym faktorem był strach, jaki panował po pogromie w Kielcach. Mord, który popełniono na Żydach w Kielcach w roku 1946, wywołały pogłoski krążące po mieście, jakoby żydowscy „repatrianci“ zabili polskie dziecko, by jego chrzescijańską krew wykorzystać do celów religijnych. Zamordowano wówczas czterdziestu dwóch Żydów, a czterdzieści osób zostało ciężko rannych (Cała/Danter-Śpiewak, 1997, s. 18). Z emigracją Żydów z Polski powiązane były również osobista potrzeba poszukiwania krewnych po wojnie i chęć wspólnego życia z nimi, jak również sytucja polityczna, w jakiej znaleźli się Żydzi w powojennej Polsce. Na początku lat 60-tych mieszkało we Wrocławiu już tylko 1200 rodzin żydowskich (Waszkiewicz, 1999, s. 38). Ich położenie pogorszyło się szczególnie po wydarzeniach marcowych w 1968 r., kiedy to doszło do fali dyskryminacji ludności żydowskiej.

Wydarzenia roku 1968 rozpoczęły się od protestów studenckich, które zostały wykorzystane przez nacjonalistyczne skrzydło PZPR z gen. Moczarem na czele. By odwrócić uwagę społeczeństwa od złego położenia państwa, zarówno pod wzgledem politycznym jak i gospodarczym, znaleziono kozła ofiarnego: Żydów. W ten sposób rozpętano kampanię antysyjonistyczną, której skutkiem były relegacje studentów pochodzenia żydowskiego z wyższych uczelni oraz liczne zwolnienia z pracy urzędników państwowych wyznania mojżeszowego (Stola, 2000). Sposobem tym chciano zmusić ludność żydowską do opuszczenia Polski. Nawet ci, którzy zmienili po wojnie nazwiska na polskie i nie uczestniczyli w życiu religijnym, byli szykanowani. Pan Albert opowiadał nam o 1968 roku we Wrocławiu kiedy to w archiwach przeprowadzano badania i znajdowano dokumenty, które umożliwiały aparatowi bezpieczeństwa, wypędzenie z Polski również osoby zasymilowane z polskim społeczeństwem, które nie brały udziału w praktykach religijnych.

Jednak osoby z którymi rozmawialiśmy przeżyły rok 1968 bez większych problemów. Zarówno dwóch starszych panów, jak i pani Wera Gutsztyn nie mieli w tamtym okresie trudności związanych z pracą zawodową. Pan Albert przypuszcza nawet, że rządowi polskiemu nie byłoby na korzyść gdyby opuścił on wówczas Polskę. Wera Gutsztyn opowiedziała nam o pewnym zdarzeniu, które miało miejsce w roku 1968, najprawdopodobniej na skutek antyżydowskiej propagandy. Sąsiad zaczepił panią Werę i zapytał: „Ilu was tu jeszcze jest? Jeśli nie wyjedziecie zrobimy tutaj drugie Kielce“. Na skutek marcowej kampanii większość dolnośląskich Żydów opuściła Polskę. Z powodu nagonki na ludność żydowską zamknięto równiż Teatr Żydowski we Wrocławiu i synagogę Pod Białym Bocianem.

Zdaniem Krystyny Kersten w Polsce po wojnie pozostali Żydzi, którzy coraz mniej identyfikowali się ze swoim żydowskim pochodzeniem (Kersten, 1969, s. 3). W pierwszych powojennych latach wielu z nich zmieniło swoje nazwiska (tzn. były one polonizowane) i zdystansowało się do swoich żydowskich korzeni ze względów emocjonalnych. Ewa Charęza wspomniała również, iż wielu Żydów chciało oszczędzić swoim dzieciom i wnukom przeżytych doświadczeń i dlatego nie wychowywali ich w tradycji żydowskiej. Nie wszyscy jednak postępowali w ten sposób. Byli również i tacy, którzy świadomi swoich żydowskich i jednocześnie polskich korzeni, nie chcieli po wojnie opuścić kraju. Tę tezę potwierdziły nasze badania. Pan Albert odpowiedział mianowicie na nasze pytanie, dlaczego pozostał w Polsce, nastepująco: „Urodziłem się, jak to się mówi w Polsce i jestem pełnym obywatelem polskim, od początku do końca“.

Zarówno zagłada Żydów podczas wojny jak i polityka rządu polskiego, która była im przychylna właściwie tylko w pierwszych latach powojennych, sprawiły iż próba wskrzeszenia życia żydowskiego nie udała się. Pytanie, czy mieliby oni w Polsce powojennej realną szansę na odbudowę życia religijnego i rozwój kultury, gdyby nie doszło do wydarzeń marcowych musi pozostać otwarte. Trzeba jednak podkreślić, iż wówczas żaden Polak nie miał szans na stuprocentową wolność. Zezwolono jednak na funkcjonowanie jednej instytucji żydowskiej: Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce, było ono jednak w dużym stopniu zależne od partii. Współpracownica GWŻ powiedziała nam: „Możecie z nimi rozmawiać [z członkami Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce], ale tam aż kipi ze ścian komunizmem“. Jak dalece ta grupa Żydów identyfikowała się z polityką rządu polskiego, można odczytać z następującego przykładu: Po wybuchu wojny sześciodniowej członkowie Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce oficjalnie potępili Izrael za napaść i rozpętanie wojny. Pamiętać jednak należy, iż Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, któremu ta instytucja podlegała, wymusiło na stowarzyszeniu tę deklarację (Bronsztejn, 1993, s. 22). Młodzi ludzie nie należą dziś do Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce, gdyż kojarzone jest ono z komunistami.

Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na pytanie, czy Żydzi opuszczali Polskę tylko ze względów politycznych, ponieważ po wojne w grę wchodziły także takie czynniki jak przeżycia i doświadczenia wojenne, które również współtworzą tożsamość, poczucie jedności i przynależności do wspólnoty żydowskiej. Dlatego też wielu polskich Żydów postanowiło po wojnie osiedlić się w Izraelu. Zdaniem pracownicy GWŻ po wojnie, ale nawet i dziś, znaczna część Żydów Polskę kojarzy przede wszystkim z wielkim cmentarzem.

Trzeba również dodać, iż II wojna światowa sprawiła, że świadomość przynależności narodowej znacznie się zwiększyła, tzn. prześladowania okupanta doprowadziły do tego, że o wiele mocniej niż przed wojną odczuwano tożsamość i przynależność narodową. Powiązane było to z polityką władz okupacyjnych, według której przynależność do określonej nacji, była czynnikiem decydującym o tym kto pozostanie przy życiu, a kto zginie (Kersten, 1993, s.11). Dlatego też można przypuszczać, że wielu Żydów zdecydowało się właśnie z tego powodu podjąć próbę budowy własnej ojczyzny wraz z Żydami z innych części Europy w ramach państwa Izrael.

Ważną rolę w historii Żydów polskich odgrywały procesy asymilacyjne. Nasze badania przeprowadzone wśród młodego pokolenia wykazały, że w prawie każdej rodzinie albo matka albo ojciec jest katolikiem. W prawie wszystkich przypadkach tradycja żydowska została przeniesiona z pokolenia dziadków na pokolenie ich wnuków, ponieważ generacja matek i ojców bardzo niechętnie identyfikowała się z kulturą i tradycją żydowską. Dzisiejsza struktura wiekowa gminy we Wrocławiu wygląda mniej więcej w następujący sposób: ok. 75% to ludzie w wieku emerytalnym i ok. 25% to ludzie mający mniej niż 30 lat. Powstała więc luka pokoleniowa - rodzice dzisiejszych dwudziesto- czy trzydziestolatków nie uczetniczą w religijnym życiu wspólnoty.

Interesujące byłoby też pytanie, czy do wrocławskiej gminy należałoby dziś jeszcze mniej wiernych, gdyby rząd Polski Ludowej nie zabronił wyjazdów do Europy Zachodniej. Pani Wera Gutsztyn chciała opuścić Polskę na początku lat 70-tych, ale trzykrotnie odmówiono jej bez podania przyczyny zgody na wyjazd. Według jej wiedzy również inni wrocławianie pochodzenia żydowskiego mieli podobne problemy.

Niewielka liczba aktywnych członków gmin żydowskich w Polsce jest też rezultatem polityki i centralnie sterowanej propagandy Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej oraz żyjącego w świadomości Polaków mitu o żydokomunie, który powstał w latach 20-tych XX wieku.

Ponadto można przypuszczać, że na starszą generację Polaków duży wpływ odcisnęła przedwojenna polityka skrajnie prawicowej endecji, i że pokutuje to po dziś dzień. Partia ta propagowała bowiem idee supremacji narodu polskiego i antysemityzm. Tezę tę potwierdziła wypowiedź pani Gutsztyn, która wspomniała pewne wydarzenie, kiedy to usłyszała przed paroma tygodniami we Wrocławiu słowa padające z ust starszego mężczyzny: „Holocaust to za mało. Szkoda, że was wszystkich nie wymordowali“. Mimo to, zarówno pan Albert jaki i Wera Gutsztyn podkreślają, iż takie zdarzenia to tylko pojedyncze przypadki. Oboje są mocno przekonani, że młode pokolenie wrocławian i Polaków nie ma nic przeciwko Żydom i że ich postrzeganie osób wyznania mojżeszowego jest zupełnie inne, niż było to w przypadku pokolenia ich matek i ojców.



Synagoga Pod Białym Bocianem jako nośnik tożsamości Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu

We Wrocławiu istnieje budowla, która odzwierciedla historię gminy żydowskij po II wojnie światowej: Synagoga Pod Białym Bocianem (fot. 9). Jest ona jedną z nielicznych żydowskich świątyń, które w czasie rządów narodowych socjalistów uniknęły zniszczenia. Kryzys w jakim znalazło się jej istnienie został przezwyciężony w ostatnich latach ubiegłego wieku dzięki zaangażowaniu wielu członków gminy. Mimo, że od XIX wieku dotykały ją skomplikowane koleje losu, jest ona dziś własnością GWŻ.

W XIX wieku było we Wrocławiu wiele żydowskich domów modlitwy. W większości były to skromne budynki lub nawet domy mieszkalne. Należy pamiętać o różnicach między prywatnymi salami modlitewnymi, należącymi najczęściej do najbogatszych, wpływowych rodzin żydowskich, a publicznymi, czyli takimi, które mogli odwiedzać Żydzi z danego miasta czy regionu. Budynki te były często tylko przestrzeniami, które wynajmowano jako miejsca modlitwy (Łagiewski, 1996, s. 31).

Dzięki aktywności dosyć dużej i zamożnej grupy liberalnych Żydów, zgromadzonych w Braterskim Towarzystwie w Breslau, miasto zyskało jeszcze jedną świątynię, która odziedziczyła swoją nazwę po stojącej wcześniej w tym miejscu gospodzie Pod Białym Bocianem. I to właśnie w tej synagodze, w związku z żydowskim ruchem oświeceniowym, haskalą, odprawiono jedno z pierwszych, w niemieckim obszarze językowym, reformowanych nabożeństw.

Aż do końca XVIII wieku ilość domów modlitwy we Wrocławiu zaspokajała w zupełności potrzeby tamtejszej społeczności. Jednak nowa świadomość polityczna i religijna, wynikająca ze stopniowego uznawania Żydów za pełnoprawnych obywateli państwa pruskiego wymagała, aby pruscy Żydzi posiadali taką synagogę, która nie będzie tylko i wyłącznie miejscem modlitwy, ale przede wszystkim godną reprezentacją gminy. O nadzorowanie budowy został poproszony znany architekt Karl Ferdinand Langhans, który planował nawiązać kształtem nowej synagogi do śląsko-pruskiego osiemnastowiecznego stylu budowli sakralnych. Podczas projektowania wnętrza odwołał się on do liberalnej koncepcji synagogi, która pozwala na umieszczenie pulpitu przed szafą na Torę, a także zezwala na wspólną modlitwę kobiet i mężczyzn. Liturgii towarzyszyła muzyka organowa. 10 kwietnia 1829 r. w nowo powstałej synagodze odbyło się pierwsze nabożeństwo (wywiad z p. Charęza).

W 1872 r. Breslau wzbogacił się o jeszcze inną synagogę, która miała przewyższyć swoją wielkością i wystrojem świątynię Pod Białym Bocianem. Nowa Synagoga, zbudowana według planów Edwina Opplersa, należała obok berlińskiej do największych i najpiękniejszych w całych Niemczech. Została ona jednak podpalona w Noc Kryształową z 8 na 9 listopada 1938 r. i spłonęła doszczętnie, a jej ruiny zostały wkrótce rozebrane. Stara synagoga uniknęła pogromu prawdopodobnie tylko z tego względu, że pożar zagroziłby otaczającym ją do dziś budynkom mieszkalnym. Od tamtej pory służyła ona zarówno Żydom ortodoksyjnym, jak i liberalnym, choć oczywiście nabożeństwa te odbywały się osobno i w różnym czasie.

Podczas wojny w losie ocalonej synagogi nastąpił tragiczny przełom. Stała się ona świadkiem prześladowań i zagłady niemieckich Żydów, ponieważ plac przed nią służył przez pewien czas jako punkt zbiorczy Żydów wyznaczonych na wywózki do obozów pracy i zagłady. Sam budynek był używany jako magazyn na pozostawione przez deportowanych rzeczy.



Rok 1945

W 1945 r. synagoga powróciła do swojej pierwotnej funkcji – domu modlitwy. Tym razem uczestnikami pierwszych powojennych nabożeństw byli Żydzi pochodzący z naróżniejszych terenów Polski. Z jej dawnego blasku nie pozostało prawie nic; podczas wojny jej mienie i wyposażenie zostało skradzione i w przeważającej części spalone. Mimo tego, do końca lat 60-tych świątynia służyła wrocławskim Żydom jako miejsce modlitwy. Wydarzenia roku 1968 miały straszliwe skutki dla Polaków pochodzenia żydowskiego (Kosmala, 2000; Stola, 2000): gmina skurczyła się gwałtownie - większość jej członków wyjechała do Stanów Zjednoczonych lub do Izraela. Według naszych rozmówców, pozostałe w kraju osoby nie były wprawdzie bezpośrednio dyskryminowane zawodowo, ale ich praktyki religijne zostały mocno ograniczone (wywiady z p. Traller i Petrów).



Wywłaszczenie i „ruletka właścicieli“

Szczególnie widoczne było to w 1974 r., gdy synagoga Pod Białym Bocianem została zamknięta, urzędnicy miejscy wymienili zamki w jej drzwiach, a w księgach wieczystych przepisano budynek na własność państwa. Wywłaszczenie jest bez wątpienia skutkiem nagonki antysyjonistycznej, gdyż po 1968 r. dochodziło często do odbierania Żydom ich własności. Wywłaszczenie wrocławskiej synagogi zostało oparte na przepisach o „majątku opuszczonym [przez Niemców]“ (Biuletyn Informacyjny Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu, 1999, nr 7, s. 2).

W tym samym roku budynek został przekazany Uniwersytetowi Wrocławskiemu, który po dwóch latach przygotował plan użytkowania go jako biblioteki, z dołączonymi salami wykładowymi i stołówką. Jednak w parę miesięcy po rozpoczęciu prac budowlanych okazało się, że z powodu niedostatecznej ilości środków finansowych muszą one zostać wstrzymane. Doprowadziło to do licznych szkód; usunięta została m.in. cała podłoga. Fragmenty skrzyni na Torę zostały natomiast ocalone od zniszczenia dzięki opiece Muzeum Architektury.

Kolejny raz synagoga zmieniła właściciela w 1984 r. Centrum Kultury i Sztuki wykorzystywało od tamtej pory jej przestrzeń do występów artystycznych. W tym czasie doszło do dwóch pożarów. Pięć lat później budynek przejęła Akademia Muzyczna. Od Ministerstwa Kultury i Sztuki uzyskała ona dotację, aby przebudować synagogę na salę koncertową. Pieniędzy starczyło jednak tylko na naprawę dachu i to tylko częściową: prace zakończyły się zerwaniem całego dachu i naprawą tylko jego części. Skutki przerwy w budowie były zastraszające. Wystawiony na pastwę pogody budynek pozostał w nawie głównej bez dachu i podłogi. Mury nasiąkały wilgocią, tynk i dekoracje gipsowe odpadały. Na szczęście prowizoryczny płot chronił przechodniów przed spadającymi częściami.

Przełom polityczny roku 1989 nie polepszył prawnej sytuacji synagogi. Nie było żadnych perspektyw, zwłaszcza że rektor Akademii Muzycznej, Marek Dyżewski, sprzedał budynek osobie prywatnej, współwłaścicielowi firmy Kampol, Jackowi Lesiczce. Członkowie GWŻ spoglądali na niszczejącą świątynię bez nadziei na jej ratunek.



Odzyskana dzięki „kardynalskiemu“ wsparciu

W 1993 r. Wrocław odwiedził Eric Bowes, żyjący w Stanach Zjednoczonych lecz urodzony w Breslau Żyd, który na jednym ze spotkań w gminie zachęcał, żeby się nie poddawać i robić wszystko, co jest w mocy społeczności żydowskiej, aby synagogę odzyskać i odbudować. Okazało się, że przodkowie Bowesa byli jednymi z założycieli synagogi, a on sam świętował w niej w 1933 r. barmicwę.

Po paru miesiącach walki o zwrot budynku oraz o środki na koszty utrzymania, gmina otrzymała subwencję od Fundacji Współpracy Polsko–Niemieckiej, która została przeznaczona na odbudowę dachu. Niestety, prawa własności były wtedy jeszcze niejasne. Przedstawiciele GWŻ, Jerzy Kichler oraz Anatol Kaszen, organizowali wówczas niezliczone spotkania z formalnym właścicielem, Jackiem Lesiczką, aby w obecności odpowiedzialnych za tę sprawę urzędników, prosić go o zwrot własności. On jednak bardzo zawyżył kwotę, którą chciał otrzymać za zwrot budynku i tym samym nie wykazał zrozumienia dla sytuacji wrocławskich Żydów (wywiad z p. Charęza). Bardziej owocne okazało się spotkanie z biskupem diecezji wrocławskiej, kardynałem Henrykiem Gulbinowiczem, który był na tyle skuteczny, że Ministerstwo Kultury wykupiło synagogę od Lesiczki, a następnie przekazało ją GWŻ (Biuletyn Informacyjny Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu, 1999, nr 7, s. 3).



Ożywienie

24 września 1995 r. w synagodze Pod Białym Bocianem, po raz pierwszy od 30 lat, odbyło się nabożeństwo Rosz Haszana z okazji żydowskiego Nowego Roku, w którym uczestniczyło prawie 400 wiernych. Wtedy też po raz pierwszy wystąpił publicznie chór synagogi, kierowany przez Stanisława Rybarczyka. Rok później Gminie Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu przywrócono pełne prawo własności (wywiad z p. Charęza). Już w maju 1996 r. rozpoczęto pierwszy etap prac renowacyjnych: pełną rekonstrukcję dachu. W czerwcu tego samego roku zaczęto drugi etap, czyli opracowanie szczegółowych planów renowacji, opartych na zachowanych rysunkach, na podstawie których mogły być prowadzone dalsze prace oraz uporządkowanie zachowanych pozostałych części budynku. W ramach trzeciego etapu odbudowy, zakończonego w 1998 r., przeprowadzono podstawowe prace budowlane wewnątrz synagogi, takie jak naprawa murów, wstawienie schodów, rekonstrukcję ram okiennych oraz sufitu nawy głównej, instalację ogrzewania w tejże nawie oraz w przedsionkach. W końcu niewielki fragment świątyni mógł być używany do odprawiania nabożeństw (wywiad z p. Charęza).

W 1998 r. przypadało 60-lecie Nocy Kryształowej. Wrocławscy Żydzi zgromadzili się więc na uroczystym nabożeństwie poświęconym pamięci ofiar wydarzeń roku 1938 - liturgia była ukoronowaniem dotychczasowych starań o zwrot i uratowanie wrocławskiej synagogi (wywiad z p. Charęza).



Dach nad wspólnotą

Synagoga Pod Białym Bocianem staje się stopniowo centrum życia żydowskiego we Wrocławiu, wchodząc do istniejącej struktury gminy, do której należą: Żydowska Szkoła Podstawowa Lauder Etz-Chaim, stołówka z koszernymi posiłkami, zarząd GWŻ, mała sala modlitwy, Centrum Młodych Fundacji Laudera. Wszystkie te instytucje mieszczą się przy ulicy Włodkowica.

Świątynia daje nie tylko wspólnocie możliwość zgromadzenia się w odpowiednich do modlitwy warunkach, ale jako miejsce wydarzeń kulturalnych staje się ważnym punktem na mapie Wrocławia. Mimo tego zewnętrznego sukcesu, wrocławskiej wspólnocie grozi jednak zatracenie jej wyjątkowego charakteru. Z racji tego, że Wrocław, w przeciwieństwie do Warszawy czy Krakowa, nie leży na trasie turystycznej, gminie trudno jest wykorzystać w pełni możliwości jakie stwarza jej istnienie w mieście (wywiad z p. Charęza). Odnowienie synagogi Pod Białym Bocianem jest bardzo ważne. Pomoże ono dodać świadomości wspólnoty żydowskiej nowej energii i sprawić, że nie zapomni się o wrocławskich Żydach. Obecnie relatywnie spora grupa młodych ludzi przychodzi do synagogi. Fakt ten dowodzi, że gmina się odnawia, a życie żydowskie nie istnieje tylko we wspomnieniach, lecz jest realne. Tak więc synagoga została odbudowana nie tylko jako muzeum, ale przede wszystkim jako miejsce modlitwy i wydarzeń wciąż żyjącej i aktywnej wspólnoty (fot. 10).



Gmina Żydowska we Wrocławiu dziś

Rok 1989, czyli rok upadku komunizmu w Polsce, odcisnął swoje piętno także na żydowskiej społeczności Wrocławia. GWŻ odzyskała przede wszystkim status związku wyznaniowego. Oficjalne przywrócenie i zaakcentowanie funkcji religijnej było bardzo ważne. Zaczęto odtąd publicznie mówić o żydowskiej tradycji miasta, podkreślając znaczącą rolę Żydów w przedwojennym Breslau. Synagoga i inne budynki użyteczności publicznej, znajdujące się już od czasów przedwojennych przy ulicy Włodkowica, uzyskały formalną rangę miejsca kultu.

Jest to istotne, gdyż nagle okazało się, że we Wrocławiu jest miejsce, do którego może przyjść każdy zainteresowany judaizmem. Stopniowo coraz więcej osób odkrywało swoje żydowskie korzenie (było to trudne o tyle, że ich przodkowie pochodzili głównie ze wschodu). Wraz z polityczną przemianą mentalności, u osób, które do tej pory nie ujawniały swojej żydowskiej tożsamości, zrodziła się potrzeba nieukrywania wiary czy przywiązania do tradycji. Proces ten wzmocniło prawne odzyskanie własności synagogi. Znajdowała się ona w stanie ruiny, tak więc zabieganie o środki na remont świątyni były i są jednym z podstawowych zadań gminy.

Zaistnienie synagogi w przestrzeni miasta rozpoczęło społeczną dyskusję nad wielowyznaniowością Wrocławia. Zachęciło to młodych ludzi do badania historii swoich rodzin i ich tradycji. Ewa Charęza opowiada, że najmłodsi członkowie gminy mają co najmniej jednego żydowskiego przodka w pokoleniu swoich dziadków. Takim młodym członkom, którzy w wieku 20 czy 30 lat dowiadują się o żydowskich korzeniach i zaczynają interesować się swoim dziedzictwem, potrzeba od podstaw tłumaczyć nie tylko religię, ale też i kulturę. Pewne funkcje w życiu religijnym gminy mogą wykonywać laicy, jak wyjaśnia nam Dawid Ringel. Jednak GWŻ od początku brakowało zatrudnionego na stałe rabina. Gdy kwestia nauczania młodych okazała się pilna, udało się pod koniec lat 90-tych przy pomocy Fundacji Laudera zorganizować religijny kurs pod opieką rabina - ukończenie go gwarantowało młodym ludziom oficjalne członkostwo w GWŻ. Większość z nich była ochrzczona i wychowywana w duchu katolickim. Z tych powodów uczestnictwo w kursie umożliwiało także przejście na judaizm. Konwersja (tym terminem posługują się nasi rozmówcy) jest i dziś tematem kontrowersyjnym, dodatkowo skomplikowanym przez losy polsko-żydowskich rodzin, a także przez wielość poglądów prezentowanych przez samych Żydów.

Brak spójnego i całościowego pomysłu na współczesne funkcjonowanie GWŻ staje się coraz poważniejszym problemem. Rabin, który miał być duchowym przywódcą wspólnoty, mieszka w Stanach Zjednoczonych i do Wrocławia przyjeżdża dwa razy do roku. Gminy nie stać na jego częstsze przyjazdy lub ewentualnie dłuższy pobyt. Ponadto wywodzi się on z kręgów liberalnych, natomiast członkowie gminy (zarówno starsi jak i młodsi) starają się modlić i żyć ortodoksyjnie. Prowadzi to do swoistej schizofrenii: gdy rabin jest w Polsce, wszyscy za jego nauką zachowują się liberalnie, jednak przez pozostały okres starają się przestrzegać ortodoksyjnych przepisów.

W 1999 r. zmienił się zarząd GWŻ i od ponad 5 lat brak jest konkretnego planu działania. W wydanym w tym samym roku Biuletynie Informacyjnym przedstawione są liczne plany, jednak żaden z nich nie został do tej pory zrealizowany.

Problemem nadrzędnym jest brak środków. Wyobrażenie o wzajemnym wspieraniu się Żydów tutaj niestety okazuje się być nieprawdziwe. Jak tłumaczy to Ewa Cheręza: „Na świecie mówi się, że w Polsce już nie ma Żydów. Po co więc wysyłać tam pieniądze?“ Gmina zadłużona jest na ogromne sumy, co związane jest głównie z wydatkami koniecznymi do utrzymania synagogi w takim stanie, by nie niszczała coraz bardziej. Poza tym działalność religijna, kulturowa i socjalna wymaga także sporych nakładów finansowych.

Obecnie w każdy typ aktywności zaangażowani są młodzi. Od strony socjalnej funkcjonuje stołówka koszerna, w której bezpłatnie żywią się członkowie wspólnoty i ich rodziny. Osoby potrzebujące mogą liczyć na opiekę pracownika socjalnego, istnieje także możliwość dowozu na nabożeństwa.

Dbając o lepsze poznanie kultury żydowskiej organizowane są koncerty, a raz do roku festiwal. Tego typu spotkania służą także integracji społeczności żydowskiej. Wszyscy członkowie zapraszani są na wspólne wyjazdy, na różnego typu spotkania, a w czasie wakacji na wspólny wypoczynek dla dzieci i całych rodzin.

Mimo tego że większość w gminie stanowią osoby starsze, których dzieci czy wnuki już nie przychodzą do synagogi, w 1998 r. została otwarta Żydowska Szkoła Podstawowa Lauder-Etz Chaim. Uczy się w niej tylko kilkoro żydowskich dzieci, pozostałe są innych religii. Celem szkoły miało być kultywowanie żydowskiej tradycji (obchodzenie świąt, nauka hebrajskiego), okazało się to jednak niemożliwe, ponieważ większość dzieci zamiast na lekcję z kultury i tradycji żydowskiej idzie do kościoła katolickiego na religię. Podobna sytuacja ma miejsce w przedszkolu. Mieści się ono w budynku przedwojennego żydowskiego sierocińca i nazwane zostało Niepublicznym Przedszkolem Europejskim. Nie jest ono już żydowskie, ale europejskie, gdyż nie znalazła się wystarczająca liczba rodziców chętnych do wychowywania dzieci w duchu żydowskim. Dlatego też przy GWŻ działa szkółka niedzielna, gdzie spotyka się młodzież i gdzie odbywają się lektoraty języka hebrajskiego. Co jakiś czas można też posłuchać wykładu lub wziąć udział w seminarium. Zajęcia te przeznaczone są w głównej mierze dla członków gminy. Należy mieć jednak świadomość, że ponad 2/3 tej wspólnoty to ludzie starsi, którzy nie zawsze mogą i chcą uczestniczyć w różnego rodzaju wydarzeniach.

Piątkowe i sobotnie nabożeństwa są fundamentem życia religijnego i społecznego. Tak długo, jak są one odprawiane, gmina będzie trwać. To jednak nie jest już takie oczywiste. Gdy odejdzie pokolenie najstarszych Żydów, tych wychowywanych jeszcze przed wojną, wtedy nie znajdzie się nikt młody, kto będzie potrafił prowadzić modlitwy. Jest to tragedią GWŻ. Żaden z mężczyzn nie zdecydował się na wstąpienie do szkoły w Izraelu, by następnie powrócić do Wrocławia i móc służyć gminie. Brak szans na rozwój stanowi jeden z powodów, a zarazem i skutków emigracji do Izraela.

Spotkaliśmy we Wrocławiu tylko jedną pełną rodzinę żydowską, która i tak nie przynależy do gminy, ponieważ uważa się za Żydów mesjanistycznych (to jest wierzących w Jezusa/Jeszuę jako Mesjasza oraz uznających Stary i Nowy Testament). Rodzina Petrów ma mieszkanie ozdobione flagami Izraela, gwiazdami Dawida i zdjęciami Jerozolimy. Mówią oni o Izrealu jak o Ziemi Obiecanej i marzą by Bóg pozwolił im tam zamieszkać. Ich najstarsza dwudziestoletnia córka wyjechała tam już przed rokiem i mieszka w kibucu. Wyjeżdżając, powiedziała swoim rodzicom: „Wiecie, że jadę do domu“.

Wyjazd do Izraela jest jednak przykładem zdecydowanej postawy. Ci młodzi, którzy związani są obecnie z gminą, wychowali się w Polsce i nie marzą o przeniesieniu się na stałe do Ziemi Obiecanej. Jednak w ten sposób nikt z nich nie posiądzie wiedzy „u źródeł“, która potem może okazać się niezbędna do dalszego funkcjonowanie ich wspólnoty.

Póki żyją jej najstarsi członkowie można odnieść wrażenie, że gmina żyje. Wiele inicjatyw pozostaje jednak tylko w sferze planów, nie tylko z braku zasobów finansowych, lecz także z braku nadziei na dalsze trwanie wspólnoty. Jest to błędne koło, ponieważ gdy nie ma funduszy ani ludzi, trudno o nadzieje, a kiedy brak perspektyw na przyszłość, trudno jest się starać.


deutsch

Fotografie


Fot. 1


Fot. 2


Fot. 3


Fot. 4


Fot. 5


Fot. 6


Fot. 7


Fot. 8


Fot. 9




Kontakt: hotzan@euv-frankfurt-o.de | ostatnia aktualizacja: 19 października 2005 r.
externer LinkKatedra studiów polskich i ukraińskich