Polski Wrocław jako metropolia europeijska - Pamięć i polityka historyczna z punktu widzenia oral history  
 
  << Strona główna


Polityka historyczna oraz lokalna tożsamość we Wrocławiu po roku 1989

Hilary Bown, Karolina Fuhrmann, Maciej Milewicz

Prolog

Historia Wrocławia w jej pełnej wersji jest dopiero od niedawna znana jego mieszkańcom. W czasach komunizmu używana była jako narzędzie do manipulowania świadomością nowo osiedlonych obywateli. W związku z tym szczególnie podkreślano początki miasta oraz jego rozwój w okrese panowania dynastii Piastów, co po 1945 r. zostało wykorzystane do propagowania oraz legitymacji jego „prapolskiego charakteru“. Późniejsze epoki, a zwłaszcza okres pruski, były zazwyczaj pomijane. Dopiero wraz z politycznym przełomem roku 1989 cała historia tysiącletniego Wrocławia ujrzała światło dzienne.

Niniejsza praca poświęcona jest właśnie temu procesowi nowej interpretacji historii Wrocławia w demokratycznej Polsce. Składa się z ona trzech części. W części pierwszej przedstawiona jest zmiana, jaka zaszła w obchodzeniu się z historią z politycznego punktu widzenia. Postaramy się odpowiedzieć na następujące pytania: Na czym ta zmiana polega? Jakich obszarów dotyczy? Jaką rolę w procesie ponownego definiowania historycznego obrazu miasta odgrywała polityka? W drugiej części zajmujemy się ważną społecznie i kontrowersyjną nową tożsamością mieszkańców Wrocławia po 1989 r. Poruszona zostanie kwestia istoty oraz treści tej tożsamości: w jakim stopniu można w ogóle mówić o osobnej, jasno sformułowanej tożsamości (do jej pojęcia: Niethammer, 2000; Straub, 1998; Wagner, 1998; Lash 1992)? Czym jest dla wrocławian ich miasto i jego wielokulturowa przeszłość? W ostatniej części przybliżamy, w jaki sposób to świadome przeinterpretowanie historii wpływa zarówno na koncepcję, jak i na promocję obrazu miasta w Polsce i za granicą. Tekst bazuje przede wszystkim na wywiadach przeprowadzonych w maju 2004 r. z wrocławianami: Jarosławem Obremskim, wiceprezydentem Wrocławia; Andrzejem Łosiem, byłym wiceprezydentem Wrocławia; Beatą Maciejewską, współpracownicą dolnośląskiej redakcji Gazety Wyborczej, autorką wydanej w 2002 r. książki: Wrocław – dzieje miasta oraz współautorką publikacji Breslau – Stadt der Begegnung (Wrocław – miasto spotkania, Klimek, 2003); z Haliną Okólską, kierowniczką oddziału historycznego w Muzeum Miejskim; Maciejem Łagiewskim, dyrektorem Muzeum Miejskiego; Michałem Kaczmarkiem, wicedyrektorem Muzeum Miejskiego we Wrocławiu oraz Tomaszem Gondkiem, współpracownikiem Urzędu Miejskiego we Wrocławiu (stan z maja 2004 r.).

Przeprowadzone wywiady pozostawiły po sobie bogaty materiał źródłowy, który dostarczył nam odpowiedzi przede wszystkim na następujące problemy: Na czym polega zmiana postrzegania historii Wrocławia po 1989 roku? Jaką rolę odgrywa historia w kształtowaniu przyszłości Wrocławia? Czy istnieje w ogóle coś takiego, jak „wrocławskość“ i w czym ono się wyraża? Z czym identyfikują się mieszkańcy Wrocławia? Jakie symbole są dla nich ważne? Jaki wpływ na obraz miasta ma jego historia?

Już pierwszy rzut oka na listę naszych rozmówców pokazuje, iż w badaniach nie zastosowaliśmy „oddolnej perspektywy“ dominującej w oral history i że więcej mieliśmy jednak do czynienia z osobami opiniotwórczymi z życia kultury i polityki, niż z przeciętnymi obywaletami miasta. Doszliśmy jednak do wniosku, że dla tematu naszych zainteresowań – zmiany w obchodzeniu się z historią Wrocławia po 1989 r. – najbardziej owocne będą odpowiedzi tych, którzy mieli wpływ na kształtowanie polityki historycznej miasta oraz tych, którzy tę przemianę świadomie obserwowali i komentowali. Oczywiście mamy w przypadku naszych badań do czynienia z fragmentarycznym wycinkiem historii Wrocławia i jego sytuacji politycznej. Poza tym warto byłoby również sprawdzić, jak te przeprowadzone odgórnie zmiany postrzegane są przez zwykłych mieszkańców - kwestie te zastrzeżone są dla dalszych badań oraz innych artykułów w niniejszej publikacji.

Polityka historyczna we Wrocławiu po roku 1989.

Rok 1989 przyniósł ze sobą zmianę systemu politycznego Polski. Po pierwszych wolnych wyborach czwartego czerwca członkowie opozycyjnego związku zawodowego „Solidarność“ dostali możliwość współrządzenia. Pierwsze lata politycznego dzierżenia władzy, czy to w rządzie czy na poziomie samorządowym, okazały się dla wielu z nich bardzo trudne - rządzenia najpierw należało się nauczyć. Potrzebne zdolności zostały jednak szybko nabyte; również dzięki efektywnej lokalnej administracji Wrocław należy obecnie – zaraz po Warszawie i Poznaniu – do najlepiej rozwijających się miast w Polsce.

Z powodów zarówno symbolicznych jak i praktycznych przywrócenie „prawdy o historii“ stało się jednym z najważniejszych zadań nowych władz. Brak historycznej ciągłości dało się wyraźnie zauważyć podczas powodzi w 1997 r. Woda wybrała wtedy tę samą drogę, co podczas powodzi w roku 1904. Gdyby o tym wcześniej wiedziano umożliwiłoby to przedsięwzięcie odpowiednich kroków we właściwym czasie. Niestety do rąk osób odpowiedzialnych za tę sytuację informacja ta dotarła dopiero po fakcie, gdy podczas przeszukiwania niemieckich źródeł natrafiono na dokumentację ówczesnej kastrofy z roku 1904 (Davies, 2002, s. 533). O specjalnej randze historii w tamtych czasach świadczy również skład rady miejskiej podczas pierwszej jej kadencji po przełomie – aż siedmiu z ośmiu jej członków było historykami.

Podstawy do zmian w sposobie myślenia o przeszłości i przyszłości miasta stworzyła już w latach 80-tych współpraca „Solidarności“, Klubu Inteligencji Katolickiej oraz innych niezależnych organizacji. Historia ponownie widziana jako całość miała stać się ważnym czynnikiem w dążeniu do polsko-niemieckiego pojednania. Negatywny stereotyp Niemca, który przed rokiem 1989 był mocno zakorzeniony również i w świadomości wrocławian, popadł z czasem w zapomnienie. Świadczy o tym coraz większa akceptacja zagranicznych (w tym i niemieckich) inwestycji, których w skali ogólnokrajowej jest we Wrocławiu najwięcej. Według wiceprezydenta Jarosława Obremskiego fakt ten potwierdzają wyniki socjologicznych ankiet, które są od lat regularnie przeprowadzane w całym kraju.

Poza tym przeprowadzone zostały zmiany w wymiarze symbolicznym. I tak na przykład Elżbieta Kaszuba zauważa w monumentalnym dziele o historii Śląska: „Ponowne wprowadzenie historycznego godła miasta przez samorząd Wrocławia można uważać za znak obecnych czasów lub za przez nie przetransportowane zmiany w myśleniu (Kaszuba, 2002, s. 551 (1)).“ Zmienione zostały nazwy ulic, ustawiono nowe tablice pamiątkowe, a także usunięto pomniki przypominające czasy komunistyczne. Przykładem może tu służyć demontaż pomnika generała Świerczewskiego na początku lat 90-tych. Problemem okazał się również tytuł honorowego obywatela Wrocławia. Okazało się, że przed rokiem 1989 odznaczony został nim Adolf Hitler, a później całe mnóstwo działaczy komunistycznych m.in. Bolesław Bierut. Aby nie stawiać w jednym rzędzie z tymi niesławnymi osobistościami ani obecnych ani przyszłych jego laureatów, powołano nową inicjatywę, która przyszłe zasłużone dla Wrocławia osoby honoruje łacińskim tytułem Civitate Wratislaviensi Donatus.

Wielokrotnie cytowanym przykładem politycznej działalności, która ma na celu odtworzenie historycznej prawdy, jest tysiącletnia historia Wrocławia napisana przez Normana Daviesa – książka, która powstała na życzenie i z inicjatywy wrocławskiego samorządu, przy czym polskie wydanie i tłumaczenie zostało sfinansowane przez miasto. Prezydentowi miasta bardzo zależało na tym, żeby zapomnianą europejską przeszłość Wrocławia z powrotem przybliżył Europejczykom właśnie angielski historyk Norman Davies (Loew, 2002). Również krajowi historycy z Uniwersytetu Wrocławskiego podjęli się tego wyzwania (Buśko, 2001; Kulak, 2001; Suleja, 2001). Te naukowe publikacje, lecz jeszcze bardziej popularnonaukowe prace (m.in. Maciejewska, 2002; Davies, 2002) stały się łącznikiem względnie symbolem identyfikacji obywateli z ich długo przemilczaną kulturą i tradycją. Nie należy zapominać, że Wrocław jeszcze na początku lat 90-tych, w porównaniu do innych miast Polski, był za granicą bardzo mało znany. Jego kandydatura do organizacji wystawy Expo 2010 miała zmienić tę sytuację i rozsławić miasto w świecie.

Polityczny nacisk na całkowite historyczne zrozumienie miasta stał się jednym z czynników, które pozytywnie wpłynęły na akceptację historii metropolii przez jego mieszkańców. „Nasi laureaci nagrody Nobla“ – tak nazywani są czterej (na Dolnym Śląsku jest ich nawet trzynastu) laureaci tego odznaczenia, przy czym chodzi tu w większości o niemieckich Żydów, którzy przed wybuchem II wojny światowej urodzili się we Wrocławiu. Walka przeciwko ksenofobii i duża ilość organizowanych w szkołach projektów powiązanych tematycznie z miastem są tylko dwoma z sukcesów zainicjowanego w 1997 r. przez Urząd do Spraw Rozwoju Miasta projektu: „Wrocławskość – budowanie tożsamości“, który budzi największe zainteresowanie wśród ludzi młodych (Biuro Rozwoju Wrocławia, 1997).

Europejską historię miasta po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej uważa się za jedną z najsilniejszych stron Wrocławia. Obecnie utrzymuje się ścisłe kontakty z Ukrainą, Białorusią i Rumunią. Przeprowadzane są wspólne projekty z partnerami z Niemiec, Czech, Węgier i Słowacji. Akcentowanie historycznie uwarunkowanej otwartości i tolerancji mieszkańców jest jednym z głównych motywów prezentacji Wrocławia jako europejskiego „Miasta Spotkań“ różnych kultur, religii i tradycji.

„Oddajcie z powrotem, co do nas należy“ – walka o symbole historii.

Zmiany, jakie zaszły w społecznej świadomości i samookreśleniu się wrocławian po 1989 r., świadczą w szczególnej mierze o tym, że historia może przejąć na siebie funkcję twórcy tożsamości. Chodzi w tym przypadku o powolne odnajdowanie tożsamości w etapach: poznania, zaakceptowania i szanowania dziejów własnego miasta, które u niektórych mieszkańców rozpoczęło się częściowo jeszcze przed demokratyzacją Polski. Przez długi czas po roku 1945, większą część wrocławian łączył ze sobą pewien rodzaj „tożsamości z ziemiami zachodnimi“ (Thum, 2003, s. 519), która polegała na braku poczucia przynależności do miasta. Opierało się to na ciągle niepewnym i przejściowym statusie mieszkańców w byłym wschodnioniemieckim mieście. Strach przed ponownym przymusowym przesiedleniem był na tyle silny, że wiele osób jeszcze w latach 70-tych trzymało w piwnicach wózki, na których wywozili z Kresów cały swój dobytek (wywiad z p. Maciejewską; o wspomnieniach ówczesnych mieszkańców również: Bömelburg, 2001). W ten sposób mentalne zadomowienie się we Wrocławiu zostało utrudnione, jeżeli nie uniemożliwione.

Poza tym mieszkańcy Wrocławia znajdowali się jak gdyby w ciągłym stanie schizofrenii, która miała swoje źródło w sprzeczności między komunistyczną ideologią, a przeżywaną rzeczywistością. Podczas gdy polityczne elity zapewniały, że Wrocław i cały ten region są „staropolskimi ziemiami“, przesiedleni musieli sami sobie wyjaśniać, dlaczego na ich strychach znajdują się niemieckie książki i listy, a na solniczce napisane jest „Salz“ a nie „sól“ (wywiad z p. Maciejewską). Dla wielu takie doświadczenia stały się pierwszym krokiem w kierunku znalezienia prawdy i tożsamości.

Po roku 1989 większość wrocławian mogła, a także chciała uzyskać dostęp do zbyt długo przemilczanej przeszłości swojego miasta. Potrzeba informacji oraz zainteresowanie lokalną i regionalną historią były tak duże, że nawet prasa codzienna nie mogła tego ignorować i poświęcała historii miasta całe cykle artykułów (por. cykl o historii osiedlonych Dolnoślązaków w Gazecie Wyborczej z 21. grudnia 2003). Zbudowana w ten sposób, krok po kroku, lokalna tożsamość mieszkańców bardzo szybko zaczęła objawiać się w ich zachowaniu i stosunku do przeszłości swego miejsca zamieszkania. I tak wielu wrocławian było lub nadal są nie tylko dumni z byłych mieszkańców miasta i ich osiągnięć, lecz także chcą to okazać na zewnątrz poprzez nieprzerwane od 1989 r. restaurowanie budynków (np. przy rynku), bądź też wznoszenie pomników sławnym obywatelom miasta (np.: Edith Stein, Dietrich Bonhoeffer - fot.1, 2). Poza tym zastrzegli sobie prawo do współdecydowania w ważnych dla miasta sprawach (przede wszystkim jeżeli chodzi o rozwój miasta i ochronę pomników - wywiad z p. Maciejewską). Przynajmniej na forum publicznym, na przykład na łamach Gazety Wyborczej wrocławianie angażują się aktywnie w sprawy miasta: czy powinniśmy dopuścić do wybudowania kolejnego domu towarowego, zatkać dziury na ulicy X czy lepiej zainwestować te środki w popadający w ruinę kościół (wywiad z p. Maciejewską)? W przypadku podobnych pytań zapadają zazwyczaj decyzje na korzyść ochrony pomników, zwłaszcza, że Wrocław jest jedynym polskim miastem, które powołało do życia „Program pomocy przy restauracji zabytków“. Mieszkańcy uważnie śledzą rozwój miejskiego budownictwa, zwracają uwagę na obraz „Wrocka“ (życzliwe przezwisko Wrocławia) w zagranicznych mediach oraz reagują bardzo zdecydowanie, jeżeli chodzi o obronę ich lokalnej tożsamości. W związku z tym Gazeta Wyborcza rozpoczęła w roku 2000 akcję pod nazwą „Oddajcie, co nasze“. Chodziło o odzyskanie dzieł sztuki, które po wojnie zostały wywiezione z Wrocławia i rozwiezione po warszawskich muzeach (Gazeta Wyborcza 21. kwiecień 2000). I chociaż uroczyste obchodzenie tysiącletniego jubileuszu miasta było najkorzystniejszą okazją do postulowania powrotu przynajmniej niektórych ważniejszych związanych z historią miasta symboli, to wśród wrocławian pragnienie to pojawiło się dużo wcześniej. To właśnie oni uskarżali się na łamach prasy na politykę stolicy wobec sztuki i odczuwali jako wielką niesprawiedliwość fakt bycia w pewnym sensie ograbionym z części ich historii (wywiad z p. Maciejewską). Dlatego dziennikarze wrocławskiej redakcji Gazety Wyborczej poczuli się powołani – nie w imieniu ich gazety, czy też jakiejś politycznej partii, lecz w imieniu mieszkańców miasta – do pojechania do stolicy i proszenia dyrekcji Muzeum Narodowego i Wojskowego o zwrot na początek: średniowiecznych tarcz straży miejskiej (tzw. pawęży) oraz ołtarza podarowanego wrocławskiej katedrze osobiście przez Piotra Wartemberga (wywiad z p. Maciejewską). Wynik tej akcji był rozczarowujący. Kierownictwo muzeów ani nie było gotowe na żadne ustępstwa ani nie pokazało choć trochę dobrej woli, by uznać przetransportowanie wrocławskich dzieł sztuki po 1945 r. post festum za niesprawiedliwe. Jako usprawiedliwienie ówczesnych działań podawano zarówno praktyczne, jak ochrona przed zniszczeniem i „szabrem“, jak i ideologiczne powody, czyli rozproszenie (w dosłownym znaczeniu tego słowa) niemieckiego charakteru Śląska po całym kraju. Natomiast o wiele bardziej nie do przyjęcia i poniżające były uwagi warszawskich dyrektorów muzeów w stosunku do samookreślenia się wrocławian. Zarzucali oni mieszkańcom miasta brak narodowego partiotyzmu; dopytywali się, czy we Wrocławiu stoi również pomnik ku chwale Bolesława Chrobrego, pierwszego króla Polski, a także nie potrafili zrozumieć, jak wrocławianie z czystym sumieniem mogą widzieć się spadkobiercami poniemieckich dzieł sztuki. „Albo jesteście Polakami, albo nimi nie jesteście uznając niemieckie dziedzictwo“, mówiono według Beaty Maciejewskiej. Albo, albo: wrocławianie powinni się zdecydować. Tymczasem podobne wypowiedzi z cytowanych przez Gazetę Wyborczą wywiadów wywołały wśród obywateli falę protestu, która jest bardzo dobrze udokumentowana w postaci listów od czytelników w archiwach gazety. Na temat wypowiadały się również znane osobistości z kręgu polityki, kultury i oświaty, przy czym jeden z profesorów mówił nawet o prawie do lokalnej tożsamości, której wrocławianom odmawiają przedstawiciele stolicy. W kłótni o dobra kultury doszło w końcu do niejakich postępów na szczeblu politycznym, po interwencji ministrów kultury i obrony. W ten sposób we wrocławskim Muzeum Wojska Polskiego można obecnie podziwiać przynajmniej jedną ze średniowiecznych tarcz, chociaż została ona tylko wypożyczona. Żeby i inne dobra kultury śląskiej trafiły z powrotem do miejsc, do których historycznie należą, należałoby wejść na drogę sądową, czego zasadność jest właśnie sprawdzana. Specjalnie do tego powołana komisja zbiera i kataloguje informacje na temat znajdujących się w Polsce i za granicą dóbr kultury Śląska.

Jak widać na przykładzie walki o symbole, historia może stać się nie tylko czynnikiem łączącym (jak w przypadku wrocławian między sobą) lecz także instrumentem izolującym (wobec reszty Polski) – Beata Maciejewska określiła tę kłótnię o dobra kultury mianem „wojny“, w której wrocławianie nie mają w Polsce sojuszników. Ten zaciekły opór przeciwko odczuwanej ze strony stolicy arogancji udowadnia przynajmniej, że budowa lokalnej bądź regionalnej tożsamości zapoczątkowała jednocześnie proces emancypacji od centrum.

Wrocławianie przykładają dużą wagę do symboli oraz do tego wszystkiego, co odzwierciedla historię miasta oraz może być postrzegane jako czynnik identyfikacyjny. Warto tu zwrócić uwagę na historyczny herb miasta z 1530 r. (fot. 3), który został zastąpiony przez własne projekty najpierw w roku 1938 przez narodowych socjalistów, a następnie w 1948 r. przez komunistów. Dopiero w 1990 r. Rada Miasta Wrocławia przywróciła poprzedni herb, by przedstawić obrazowo wielokulturową przeszłość miasta: i tak pokazuje on obok czeskiego lwa i śląskiego orła również i głowę Jana Ewangelisty – patrona kaplicy ratuszowej.

Mieszkańcy są dumni ze swojej lokalnej tożsamości i wielokulturowej przeszłości, co zwiedzającym miasto uświadamiają naklejki na niektórych samochodach o treści: „Jestem Dolnoślązakiem, a Wrocław to moja stolica“. Były one pomysłem regionalnego dodatku do Gazety Wyborczej i cieszyły się według niego dużą popularnością.

Podsumowując lokalną tożsamość wrocławian można po uwzględnieniu różnic między generacjami stwierdzić, że to przeważnie starsi obywatele szczególnie silnie podkreślają swoją przynależność do Wrocławia oraz wykorzystują historię jako narzędzie w celu odnalezienia swojej własnej tożsamości. To oni chcieli dowiedzieć się po 1989 r. kim są byli właściciele ich domów oraz jaka jest historia zamieszkiwanych przez nich dzielnic. Młodsze pokolenie natomiast nie myśli już tak mocno w lokalnych kategoriach. Porusza się ono raczej na europejskiej bądź globalnej płaszczyźnie. Jednakże i młodych wrocławian można nazwać entuzjastami, odczuwającymi pewną dumę z wizerunku ich miasta, którzy z drugiej strony nie są jednak aż tak bardzo świadomi swojej lokalnej tożsamości. Dla nich – urodzonych i wychowanych we Wrocławiu – oczywistością jest, że w ich mieście na budynkach znajdują się częściowo niemieckie napisy i nazwy, że wpływy pruskie, czeskie, żydowskie i polskie egzystują obok siebie. Córka jednej z naszych rozmówczyń zdziwiona była wyglądem Krakowa. Tam wszystko napisane jest po polsku, co dla tej małej dziewczynki jest całkowicie niezrozumiałe, ponieważ jako wrocławianka przywykła do innej rzeczywistości.

Obraz i symbole Wrocławia

Z wypowiedzi naszych rozmówców wynika, że pracownicy urzędu miasta są przekonani o istnieniu nowej wrocławskiej tożsamości. Przede wszystkim idei, że Wrocław jest otwartym, wielokulturowym, europejskim miastem oraz gospodarczym centrum, przypisywane jest duże znaczenie. Przynależność do „naszego Wrocka“ jest pobudzana i forsowana przez dostrzeganie całej historii miasta. Nasi rozmówcy są zdania, że młoda generacja jest tej tożsamości ucieleśnieniem. Jednak symbole, na których miałaby się ona opierać, są w wypowiedziach niejasne. Niektórzy wymieniają przykłady, natomiast inni, między innymi przedstawiciel Działu do Spraw Marketingu Miasta, twierdzą, że wrocławianie nie identifikują się z lokalną symboliką.

Mimo tej niejednomyślności każdy odwiedzający miasto od razu zauważa, że jego sercem jest rynek. Serce to bije dniem i nocą i odzwierciedla ekonomiczny rozkwit miasta. Zastępca prezydenta miasta, Jarosław Obremski, jest przekonany, że renowacja Rynku w znacznym stopniu przyczyniła się do powstania lokalnej tożsamości. Tomasz Gondek, pracownik Urzędu do Spraw Promocji Miasta, jest tego samego zdania. W wywiadzie dla naszej grupy mówi: „Nie widzieliście Wrocławia przed rokiem 90-tym. Myślę że nie był on wtedy atrakcyjny dla turystów: wszystko było szare i było niebezpiecznie. To było inne miasto. Wtedy nie przyjeżdzali tu zresztą turyści - teraz tak. Rynek odnowiono dla mieszkańców, by zintegrować ich z miastem. Nasz były prezydent miasta chciał, żeby wszyscy wrocławianie byli dumni ze swego miasta“.

Broszury Urzędu do Spraw Promocji Miasta prezentują rynek jako główną atrakcję Wrocławia (m.in.: Attractions, 2003; Sehenswürdigkeiten, 2003; Metropolis 2004). Oprawy książek – jeżeli opatrzone są zdjęciem – ukazują prawie zawsze rynek lub ratusz (m.in.: Miniguide, 2003; Stadtführer, 2004; Calendar, 2004), a stylizowany dach ratusza jest logo Działu do Spraw Marketingu miasta.

Poza rynkiem najbardziej znane są: Ostrów Tumski, Uniwersytet Wrocławski, Hala Ludowa, dwa parki i kilka kościołów. Gondek jest zdania, że Wrocław przedstawia się jako miasto kultury, a nie jako miasto zabytków: „Próbujemy wypromować Wrocław jako miasto kultury, nie próbujemy robić z niego muzeum“.

Wypowiedzi tej zaprzecza wydana przez Dział do Spraw Marketingu broszura „Mały przewodnik po mieście“, w której opisanych jest 66 najważniejszych zabytków miasta z fotografiami i diagramami (Miniguide, 2003). Jednak w innych broszurach zabytki te występują tylko w formie zdjęcia, podczas gdy same broszury koncentrują się na kulturalnych wydarzeniach, jak np. festiwal Vratislavia Cantans (Calendar, 2004).

W wielu wywiadach nasi rozmówcy twierdzili, że Wrocław jest miastem wielokulturowym, otwartym, przyjaznym oraz europejskim. Wielokulturowym - ze względu na historię, otwartym i przyjaznym – ze względu na mieszkańców pochodzących z różnych grup kulturowych, którzy trafili tu w wyniku wydarzeń powojennych, a europejskim – z powodu pozytywnego stanowiska wobec wejścia Polski do Unii Europejskiej i dogodnego położenia (w archimedycznym punkcie trójkąta Berlin–Warszawa-Praga), które okazało się idealnym miejscem dla regionalnej metropolii. Słowami Gondka: „Chcielibyśmy być najbardziej europejskim miastem w Polsce. Myślimy jak miasto europejskie i to już od dawna. Wrocław jest znany jako najprzyjaźniejsze miasto w Polsce. Jesteśmy nastawieni przyjaźnie, bo tak właściwie każdy pochodzi z innej części Polski. Może już nie nasi rodzice, ale dopiero nasi dziadkowie się tu sprowadzili. Nazywa się nas stanami zjednoczonymi Polski, bo my jesteśmy jak stany, my nie jesteśmy stąd“.

Andrzej Łoś – były wiceprezydent miasta i Michał Kaczmarek – zastępca dyrektora Muzeum Architektury są ze sobą co do tego zgodni, że we Wrocławiu, ze względu na kulturowe wymieszanie się, mówi się najczystszą polszczyzną. Obraz ten zamyka trafny (cytowany przez papieża) slogan miasta: „Miasto spotkań – Stadt der Begegnung“ (por. Metropolis, 2004; Begegnung, 2004).

By stworzyć znak rozpoznawczy, miasto musi i chce reklamować się na zewnątrz pod nazwą „Wrocław“, choć dla Niemców jest to nazwa obca. Stolica Dolnego Śląska jest tam nadal powszechnie znana jako „Breslau“. Wiele razy zapewniano nas, że nazwa „Breslau“ może nadal być używana bez jakichkolwiek politycznych lub historycznych skutków. Gondek dodaje: „To znak, że jestesmy do nich przyjaźnie nastawieni. Nie chcemy im wmawiać, że to Wrocław, Wrocław, Wrocław. W waszym języku jest to Breslau, ale my chcemy stworzyć znak firmowy: Wrocław...“

Ta niezgodność odbija się w broszurach. I tak, na pierwszej stronie niemieckiego wydania Małego przewodnika i trójjęzycznego Przewodnika po mieście znajdujemy nazwę „Wrocław“, natomiast już od drugiej strony używana jest tylko nazwa „Breslau“. W innych, mniejszych broszurkach, np. The attractions of Wrocław, występuje zarówno w angielskojęzycznych jak i niemieckojęzycznych wersjach polska nazwa miasta (The attractions of Wrocław, 2003; Begegnung, 2004). Zdaje się, że w Dziale do Spraw Marketingu mają nadzieję, że pewnego dnia Niemcy, bez głębszego zastanowienia się, postawią „Wrocław“ na równi z „Breslau“ i uznają ją za nazwę miasta. Jest to raczej wątpliwe, zwłaszcza że badania grupy, która zajmuje się mniejszością niemiecką we Wrocławiu, wykazują, iż jest zupełnie odwrotnie. W niektórych kręgach konserwatywne i utarte poglądy ciągle jeszcze mają siłę decydującą. Oficjalnie propagowany wizerunek miasta nie jest w stanie tego faktu całkowicie ukryć.

Uwagi końcowe



Założyliśmy, że na podstawie wypowiedzi przedstawicieli świata polityki, kultury i gospodarki ukażemy współczesne samookreślenie się wrocławskiego społeczeństwa. Interesował nas przy tym okres, którego początkiem był przełomowy rok 1989.

Jeżeli w okresie komunistycznym istniała – jeśli w ogóle – tylko negatywna identyfikacja z byłym niemieckim miastem, to akurat demokratyzacja przyniosła tej zachodniopolskiej metropolii pozytywne impulsy i to nie tylko w sektorze gospodarczym, chociaż i ten aspekt odegrał ważną rolę. Według naszych spostrzeżeń najważniejszym czynnikiem okazała się być jednak historia, która stworzyła podstawę do budowy lokalnej tożsamości wrocławian. Poprzez odnalezienie historycznych, wielokulturowych śladów, udało się społeczeństwu miasta zbudować pozytywny stosunek do ich małej ojczyzny i jej przeszłości. Wyrastająca z tego duma, którą podkreślali nasi rozmówcy, mogła wynikać również z faktu, iż wielokulturowość i europeizacja są w dzisiejszych czasach nie tylko modne, ale świadczą również o postępie. Wolna od jakichkolwiek spekulacji wydaje się jednak być rola politycznych elit w poszukiwaniach tożsamości wrocławian, zwłaszcza że zostały nam przedstawione zainicjowane w tym celu projekty i to, jak przebiegała (legalna) instrumentalizacja historii.

Jeżeli można wierzyć naszym źródłom, to większość wrocławian jest dziś otwarta, tolerancyjna, dumna ze swojego pochodzenia oraz z wielokulturowej (również niemieckiej) spuścizny miasta. Jednakże ideał ten opisują ludzie, którzy działają publicznie i którym zależy na rozpowszechnianiu pozytywnego obrazu miasta. Miejscami odnosiliśmy wrażenie, jakby prezentowano i zachwalano nam jakiś produkt; szczególnie wiceprezydent Obremski mówił wyłącznie o urynkowieniu Wrocławia i miejskiej konkurencji w regionalnym wymiarze. Tworzenie europejskiego i wielokulturowego obrazu miasta da się z pewnością w dużej mierze wytłumaczyć gospodarczą kalkulacją, której celem jest pozyskanie zagranicznych inwestorów - wydaje się mianowicie, że w „europejskim“ mieście atmosfera dla zagranicznych firm jest bardziej przyjazna. Nie mogliśmy się dowiedzieć co o takim urynkowieniu ich miasta sądzą sami wrocławianie, lecz gospodarczy rozkwit podoba się najprawdopodobniej również i im. Niezależnie od tego można przypuszczać, iż rozpoczęta europeizacja i otwarcie się Wrocławia wywołuje również i negatywne odczucia; niektórzy czują się przez to nawet zagrożeni. W Polsce, która dopiero 15 lat temu uzyskała pełną suwerenność, takie rozmyślania wydają się być uzasadnione. To, że istnieje szerokie i kontrowersyjne spektrum różnych poglądów dotyczących obchodzenia się z przeszłością, potwierdzają wyniki pracy innych grup. Z akceptacją i zgodą na zmienione postrzeganie historii mieszają się stare stereotypy, żale oraz rozgoryczenie, które wynikają z własnego doświadczenia oraz utartych wyobrażeń. Nawet jeżeli takie ekstremalne pozycje znajdują się w miejszości, to jednak nie do końca wiadomo co sądzi większość. W każdym razie jest wątpliwe, że wszystkim podoba się nowy wizerunek miasta. Być może większość społeczeństwa odnosi się do tego tematu raczej neutralnie lub obojętnie, a serdecznie przyjmuje tylko poszczególne projekty. Jednoznaczne twierdzenie naszych rozmówców, że we Wrocławiu ma się do czynienia przeważnie z lokalnie partiotyczną społecznością miejską, wymaga empirycznych badań. Czy wrocławianie widzą siebie samych tak, jak ich opisali nasi respondenci? A przede wszystkim, ile tolerancji i otwartości jest rzeczywiście okazywane obcokrajowcom lub też niepolskiej części historii Wrocławia?

To czy propagowany w wywiadach harmonijny i bezkonfliktowy obraz wrocławian istnieje w rzeczywistości, czy też pojawiają się na nim rysy, zastrzeżone jest dla dalszych badań oraz kolejnych artykułów niniejszej publikacji.





deutsch

Fotografie


Fot. 1


Fot. 2


Fot. 3


Fot. 4


Fot. 5


Fot. 6




Kontakt: hotzan@euv-frankfurt-o.de | ostatnia aktualizacja: 19 października 2005 r.
externer LinkKatedra studiów polskich i ukraińskich