Polski Wrocław jako metropolia europeijska - Pamięć i polityka historyczna z punktu widzenia oral history  
 
  << Strona główna


„Odniemczanie“ i polonizacja czyli z niemieckiego Breslau powstaje polski Wrocław

Magdalena Helmich, Jakub Kujawiński, Margret Kutschke, Juliane Toman

Wprowadzenie

Nasze badania we Wrocławiu prowadzone były w dwojaki sposób: z jednej strony była to oral history - historia przekazywana drogą świadectw ustnych, natomiast drugim obiektem naszych zainteresowań była przestrzeń miejska. W ramach badań przeprowadziliśmy 14 wywiadów indywidualnych oraz 1 grupowy; łącznie rozmawialiśmy z 23 osobami, w tym 21 Polakami, którzy przyjechali do Wrocławia i osiedlili się tam w latach 1945 –1950. Niektórzy z naszych respondentów należą do grupy tzw. „pionierów“, czyli pierwszych osadników na polskim „dzikim zachodzie“, którzy osiedlili się we Wrocławiu jeszcze przed konferencją poczdamską (Towarzystwo Miłośników Wrocławia, 1995; Hofmann, 2000). Większość naszych rozmówców pochodzi z Wielkopolski bądź z Galicji. Natknęliśmy się również w jednym z domu starców na dwie kobiety pochodzenia niemieckiego urodzone jeszcze w przedwojennym Breslau. Obie, po sprawdzeniu ich „polskości“ przez polskie władze, zostały po II wojnie światowej w swoim rodzinnym mieście (Madajczyk, 2000, s. 171-176).

Naszych rozmówców szukaliśmy głównie za pośrednictwem Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej oraz wśród członków różnego rodzaju stowarzyszeń, takich jak Związek Pionierów, Towarzystwo Miłośników Wrocławia oraz Niemieckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne. Interesowało nas głównie współżycie nowych mieszkańców z pozostającymi w mieście tuż po wojnie Niemcami. Ciekawiło nas w jakich sytuacjach się z nimi spotykano i czy nasi rozmówcy przypominają sobie jakieś warte przytoczenia wydarzenia związane z niemieckimi mieszkańcami miasta. Pytaliśmy też o powojenny Wrocław - szczególnie interesowało nas czy respondenci zauważyli „znikanie“ niemieckich napisów, szyldów, tablic bądź pomników.

Aby wyobrazić sobie atmosferę panującą we Wrocławiu tuż po 1945 r., należy pamiętać o kilku aspektach. Życie w mieście prawie całkowicie zniszczonym przez wojnę musiało być dla jego mieszkańców związane z ogromnym obciążeniem psychicznym, jak i fizycznym. Jednak dla Polaków pochodzących ze Lwowa, z Wilna bądź z terenów należących obecnie do Białorusi sytuacja ta była jeszcze bardziej dramatyczna: tak jak i dla wypędzonych Niemców, nie było dla nich bowiem powrotu do ojczyzny, ponieważ ta leżała już w granicach innego państwa. Zmuszeni byli opuścić ojczyste tereny, gdzie pozostawili domy, majątki i groby bliskich.

Inaczej wyglądała sytuacja osób przybywających do Wrocławia z Polski centralnej - większość z nich przybyła tu na własne życzenie, aby zasiedlić „ziemie odzyskane“. Dużą rolę odegrała tu propaganda: w 1945 r. chwytano się przeróżnych sposobów, aby na poniemieckie tereny sprowadzić polskich osadników. Argumentem przemawiającym za przybyciem w te strony była obietnica poprawy warunków materialnych, społecznych jak i zawodowych. Gregor Thum wspomina w swojej książce Die fremde Stadt. Breslau 1945, że różnice w mentalności przybyszy z Polski centralnej, Małopolski i Wielkopolski, czyli z sąsiednich regionów Śląska były o wiele mniejsze niż tych, którzy przybyli tu z przypadłych po wojnie ZSRR Kresów Wschodnich (Thum, 2003, s. 121; Ciesielski, 1999). Nie można więc zapominać o różnorodności kulturowej ludności, która nagle znalazła się w jednym mieście i musiała w nim wspólnie żyć.

Dla naszej pracy najistotniejszy jest okres powojenny i stosunki jakie panowały między Niemcami, którzy po wojnie pozostali we Wrocławiu, a nowo przybyłymi osadnikami. Kierowaliśmy się tu przede wszystkim pojęciem „odniemczania“, czyli wszelkimi zmianami jakie zachodziły na terenie miasta, które miały na celu oczyszczenie miasta z jego niemieckości. Chodzi tu szczególnie o usuwanie pomników, zmiany nazw ulic i niszczenie wszelkich innych materialnych pozostałości po Niemcach i ich kulturze (Linek, 1997, s. 59-63). Istotne jest pytanie, w jaki sposób „odniemczanie“ wpłynęło na stosunki polsko – niemieckie? Czy mimo nakazów i zakazów dochodziło do prywatnych kontaktów miedzy Polakami a Niemcami? Co czuli ludzie, którzy przybyli do Wrocławia? Czy odbierali to miasto jako niemieckie czy raczej jak głosiła propaganda jako odzyskane polskie? W jaki sposób i kto miał na to wpływ, że niemiecki Breslau zmienił się w polski Wrocław? Ważny był dla nas również stosunek oficjalnych doniesień z owego czasu do wspomnień osób, które te wydarzenia przeżyły. Jak się później okazało, relacje te różniły się między sobą. Chodzi tu szczególnie o sprzeczne informacje na temat zasiedlania byłych niemieckich terenów, które według polskich władz niegdyś należały do Polski i oficjalnie wróciły „do macierzy“.

Obok wywiadów, koncentrowaliśmy się również na „czytaniu miasta“. Szukając pozostałości niemieckich napisów, szyldów czy tablic na domach, szkołach, kościołach czy też innych budynkach publicznych próbowaliśmy wyobrazić sobie, w jaki sposób dokonywał się proces „odniemczania“. Przeprowadzając wywiady świadomie używaliśmy takich pojęć jak „polonizacja“ i „odniemczanie“. „Odniemczanie“ było powszechnie używane przez polską propagandę, czego nie można powiedzieć o pojęciu „polonizacja“, które miało negatywne zabarwienia. Używano terminu „repolonizacja“ by podkreślić pierwotne pochodzenie miast śląskich w tym i Wrocławia. Chcieliśmy sprawdzić, w jaki sposób owe pojęcia utkwiły w ludzkiej pamięci i czy rozmówcy będą protestować, kiedy będziemy używać określenia „polonizacja“.

Ważnym elementem badań był wybór strategii przeprowadzania wywiadu. Generalnie wybraliśmy formułę wywiadu otwartego. Wywoływaliśmy w ten sposób wspomnienia i słuchaliśmy opowiadania, czekając czy pojawią się wzmianki o wrocławskich Niemcach lub niemieckich pozostałościach w wyglądzie miasta.



„Odniemczanie“ i polonizacja Wrocławia w pamięci świadków.

Polscy osadnicy


Przeprowadzone przez naszą grupę wywiady charakteryzuje prawie całkowity brak wspomnień na temat niemieckiego Wrocławia. W wypowiedziach dominował wątek ogromnego zniszczenia miasta, trudnych warunków życia, braku bezpieczeństwa. Wydawało się, że respondenci po prostu nie chcieli rozmawiać na temat Niemców bądź niemieckości miasta. Nierzadko zamiast odpowiadać na pytania, zaczynali szerzej opowiadać o czasach późniejszych czy wręcz teraźniejszych. Wspomnienia o Niemcach i niemieckości pojawiały się z reguły dopiero wówczas, gdy pytaliśmy wprost czy dana osoba pamięta Niemców, czy byli jeszcze w mieście, gdy tam przybyła i później, czy ich znała, utrzymywała kontakty, czy pamięta jakieś niemieckie elementy przestrzeni, jak nazwy ulic, szyldy, pomniki.

Skala udziału Niemców i niemieckości miasta w pamięci polskich przybyszów jest bardzo różna. 83-letnia pani Halina [wszystkie imiona zostały przez autorów zmienione], pamięta na przykład, jak Niemcy wyjeżdżali, ale nic poza tym – nie miała z nimi kontaktu, jak mówi, nie znała niemieckiego, rozmawiała tylko z Polakami, wśród których żyła i pracowała. Inni spośród naszych respondentów stykali się jednak z Niemcami w różnych sytuacjach. 75-letnia pani Maria, która przyjechała do Wrocławia pod koniec 1945 r. wspomina, jak urzędnik z Miejskiej Rady Narodowej nakazał Niemkom opuszczenie mieszkania, które następnie przekazał jej rodzinie. Niemki przeniosły się wtedy na parter tej samej kamienicy, ale rankiem następnego dnia wróciły do starego mieszkania, do którego miały jeszcze klucze, by zabrać resztę swoich rzeczy. W innych przypadkach zmiana właściciela nie odbywała się w sposób tak bezpośredni – dostawano mieszkanie już opuszczone. Odrębną kwestią jest problem ewentualnych ruchomości zastanych w otrzymanym lokalu. Należący do grupy „pionierów“ Jan J. wspominał o działalności urzędu likwidacyjnego – Polacy musieli zapłacić za znajdujące się w mieszkaniu sprzęty. To doświadczenie nie jest jednak wspólne wszystkim osadnikom. Poza tym na podstawie innych wspomnień można zauważyć, że wiele dóbr traktowano jako niczyje – nocą zbierało się ziemniaki z podwrocławskich, poniemieckich, a nie zasiedlonych jeszcze przez nowych osadników gospodarstw, w razie potrzeby zabierano też odzież z opuszczonych mieszkań, by sprzedać je na tzw. „szaberplacu“ (pl. Grunwaldzki). By uzupełnić kwestie związane z mieszkaniem, należy też wspomnieć o obecnych w niektórych wspomnieniach Niemcach - sąsiadach.

Bardzo często wspomina się Niemców pracujących. Mobilizowano ich do odgruzowywania miasta, ale pracowali także jako dozorcy, konduktorzy, w różnego rodzaju zakładach i urzędach. Co więcej, pracowali również w domach niektórych naszych rozmówców lub ich rodzin bądź znajomych – były to najczęściej niemieckie kobiety, które przychodziły sprzątać i gotować. Pani Maria G. wspomina też liczne Niemki, które potrzebując pieniędzy, wyprzedawały swój dobytek na ul. Jedności Narodowej. Wielu z naszych respondentów pamięta Niemców nie tylko z pierwszych lat po wojnie, ale również tych, którzy pozostali, zwłaszcza w mieszanych małżeństwach. Wspomnieniem często powracającym w wypowiedziach polskich przybyszów są słyszane co noc okrzyki „Hilfe“. Podkreślano przy tym, że głównym źródłem niebezpieczeństwa byli żołnierze sowieccy.

Jak w omawianych wspomnieniach przedstawiają się relacje między Polakami a Niemcami? Z jednej strony widoczna jest separacja i dystans – nie wszyscy Polacy mieli bezpośredni kontakt z Niemcami; widoczna jest także tendencja Polaków do trzymania się razem. Pani Maria J., wspominając swoje przeżycia z pierwszych dni w poniemieckim mieszkaniu, stwierdziła, że Niemców potępiano. Polacy starali się też mieszkać blisko siebie, gdyż czuli się w ten sposób pewniej i bezpieczniej. Zarazem jednak do jej domu przychodziła „niby sprzątać“ pewna starsza Niemka, którą zapamiętała jako bardzo sympatyczną. Codzienne kontakty sprzyjały więc przezwyciężaniu nieufności. Pan Jerzy M. bawił się razem z młodymi Niemcami, ale z drugiej strony na śmigus-dyngus wodą oblewali jedynie młode Niemki, nigdy „swoich“. Silne bywało więc poczucie inności, być może nawet obcości, nie ma jednak mowy o aktach wrogości. Pani Kunegunda (we Wrocławiu od 1946 r.) pamięta, że dyrektora fabryki ubrań przy ul. Traugutta, który uderzył w twarz pracującą u niego Niemkę, „od razu wylali z pracy“.

Naszych respondentów pytaliśmy również o reakcje i postawy Niemców na polonizację Wrocławia. Generalnie podkreślali ich posłuszeństwo zarządzeniom nowych władz. Jeden z „pionierów“, pan Krzysztof B., wspominał Niemca Hartmanna, z którym współpracował w jednej z instytucji komunalnych, jako „chętnego, życzliwego, zapobiegliwego i pomocnego“. Z kolei inny z „pionierów“, wyróżnił trzy kategorie Niemców: takich, którzy przyjęli, że tak być musi; takich, którzy w obawie przed ewentualnymi (co wyraźnie podkreślił) represjami siedzieli cicho i takich, którzy włączyli się do pracy w mieście. Tu należy wspomnieć, iż Niemcy, którzy pozostali po wojnie we Wrocławiu byli zmuszani poprzez wszelkiego rodzaju nakazy ze strony polskich urzędów do pracy, często w bardzo ciężkich warunkach (Ther, 1998, s. 62 i n.)

Odrębnym problemem obecnym w naszych rozmowach jest stosunek polskich osadników do nowego miasta. Wielu z naszych respondentów zostało ściągniętych do Wrocławia przez swoich krewnych, którzy przybyli tu już wcześniej. Inni przybywali sami i często bardzo tęsknili za rodzinnymi stronami. Jedni zostawali tu świadomie, inni nie mieli dokąd wracać (jak np. Maria G., której dom w Warszawie spłonął podczas powstania). W ich wspomnieniach dostrzec można poczucie obcości i wykorzenienia. Pani Maria G. podkreślała, że Niemki wyrzucone z ich mieszkania miały w przeciwieństwie do nowo przybyłych w mieście koleżanki, rodzinę, miały więc dokąd pójść. Wielu z naszych rozmówców było zdania, że pomijając szabrowników i pospolitych przestępców, ludzie byli dla siebie bardzo życzliwi, solidarni i chociaż pochodzili z różnych stron szybko się ze sobą zżyli. Trudno powiedzieć, na ile ten bardzo pozytywny nieraz obraz relacji społecznych w tamtym okresie jest uwarunkowany negatywną oceną takich powojennych zjawisk jak np. przestępczość czy bezrobocie. Sugerując się literaturą, która opisuje panujące w tamtych czasach stosunki międzyludzkie (Thum, 2003, s. 160 i n.) wydawać się może, że okres powojenny jest przedstawiany w o wiele jaśniejszych barwach niż to miało miejsce w rzeczywistości. Jednakże dla nas istotne były subiektywne odczucia naszych respondentów. Zadomowieniu w nowym mieście sprzyjały oczywiście zawierane małżeństwa i rodzące się dzieci.

Co do wyglądu miasta, niektórzy pamiętają jeszcze niemieckie pomniki lub pozostałe po nich cokoły, pamiętają też niekiedy niemieckie nazwy ulic („pionierom“ zdarza się nawet używać ich zamiennie z polskimi). Pani Helena J. (we Wrocławiu od początku 1946 r.), pochodząca z Kielecczyzny, zwróciła uwagę na obcy typ zabudowy, na rzucającą się w oczy czerwoną cegłę.

Kiedy pytaliśmy jednak, czy traktowali Wrocław jako włączone do Polski miasto niemieckie czy też jako odzyskane miasto polskie, zgodnie podkreślali polskość Wrocławia, odwołując się niekiedy do wiedzy szkolnej. Według pani Haliny: [...] „to było nasze kiedyś, ja miałam świadomość, że to jest nasze, bo ja to czytałam w historii, że to było nasze“. W tym kontekście w przypadku dwóch spośród naszych rozmówców powróciły wspomnienia traumatycznych doświadczeń hitlerowskiej okupacji w Generalnym Gubernatorstwie oraz ujawniło się poczucie krzywdy, a nawet nieskrywanej nienawiści do Niemców. Szczególną uwagę należy zwrócić na wypowiedzi „pionierów“, ludzi najczęściej bardzo aktywnych społecznie. Jak zaznaczali ci spośród nich, którzy znaleźli się we Wrocławiu w 1941 – 42 r. jako robotnicy przymusowi, wszyscy Polacy wywiezieni na roboty do Wrocławia wierzyli, że tereny te po wojnie wrócą do Polski. Upadek twierdzy Breslau oznaczał dla nich wyzwolenie miasta. Rodzice pani Danuty O. zdecydowali się pozostać w polskim już Wrocławiu, chociaż mieli dokąd wrócić; czuli się jakoś z tym miastem związani. W relacjach wszystkich „pionierów“ widoczne jest zaangażowanie w odbudowę miasta, które stopniowo stawało się polskie. Niszczono wprawdzie pomniki, ale usuwanie śladów niemieckiej przeszłości nie było, jak mówią, najważniejsze – „co innego było do roboty“. Nowo otwierane sklepy miały szyldy polskie, bez żadnych odgórnych nakazów.

Dla polskich przybyszów nie ulega zatem wątpliwości, że Wrocław należał się Polsce, niekiedy uznają za ważne uzasadnić to wiedzą historyczną, szczególnie „historią“ Śląska lub zadośćuczynieniem krzywd doznanych od Niemców. Z drugiej strony odczuwają niekiedy potrzebę jakby usprawiedliwienia się. Jeden z „pionierów“ podkreślał, że wysiedlanie Niemców odbyło się „uczciwie i kulturalnie“, inni wskazywali na kontekst międzynarodowy powojennych zmian – decyzje w sprawie granic zapadły niezależnie od Polaków. Jak powiedział pan Wacław, szewc, mieszkający od 1950 r. we Wrocławiu, „Polacy tego nie wymyślili [...], sami tutaj nie przyszli jakąś siłą, przemocą...“. Na zakończenie warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię: byli robotnicy przymusowi, z którymi rozmawialiśmy, pamiętają niemiecki Breslau, sprzed oblężenia i zniszczenia. Poprosiliśmy więc o porównanie miasta przed zniszczeniem i po odbudowie. Zgodnie podkreślali piękno niemieckiego miasta, pełnego zabytków, zieleni. Wspominali je z pewną nostalgią. Wszyscy zauważyli też, że odbudowano zupełnie inne miasto, potwierdzając tym samym głębokość przemiany Breslau we Wrocław.

Podsumowując przeprowadzone wywiady można zauważyć jakże mocno w pamięć, szczególnie starszej generacji, zapadł obraz historii przedstawiany przez władze Polski Ludowej. Nie można również nie zauważyć sprzeczności w wypowiedziach elit o obrazie Wrocławia, które kreują je jako miasto europejskie. Wydaje się, że nasi respondenci nie są do końca tego świadomi, a może po prostu nie chcą się na ten temat wypowiadać. To można odczytać jako znak, że europejski sposób patrzenia na historię miasta jeszcze nie jest do końca rozpowszechniony.



Pamięć autochtonów

Wieki migracji i wpływy polsko – niemiecko - czeskie na terenie dzisiejszego Śląska wpłynęły na to, że pewna część społeczeństwa ma nie do końca wyjaśnioną tożsamość – identyfikuje się zarówno z Niemcami jak i z Polską. Osoby takie, zamieszkujące od dawna te obszary, zaczęto po II wojnie światowej nazywać autochtonami. Rząd polski był ogromnie zainteresowany by „przywiązać“ ich do siebie. Chodziło tu z jednej strony o udowodnienie, że na ziemiach zachodnich mimo długotrwałych procesów germanizacji zachowała się polska tradycja, ale istotne było również zatrzymanie wykwalifikowanych pracowników, gdyż tereny te były ciągle słabo zaludnione (Madajczyk, 2000, s. 171). Na podstawie weryfikacji można było po udowodnieniu polskich korzeni uzyskać polskie obywatelstwo (Misztal, 1984, s. 244; Linek, 1997, s. 13). Jednak społeczeństwo odbierało autochtonów nie do końca pozytywnie - bardzo często byli oni z powodu swej odmiennej kultury brani za Niemców (Thum, 2003, s. 124). Zdarzało się, że byli oni z tego powodu dyskryminowani (mieli np. niższe zarobki, otrzymywali mniejsze racje żywnościowe).

Nasze dwie respondentki, pani Irmgarda Z. i pani Irena P., spędziły prawie całe swoje życie we Wrocławiu i przyjęły po wojnie polskie obywatelstwo. Głównym tego powodem były głębokie więzi rodzinne; jednakże istotny był również fakt, iż nie do końca wiedziały, co je w Niemczech czeka. Obie panie podkreśliły bardzo trudną sytuacje finansową, która się jeszcze bardziej pogorszyła po obniżce płac; Irmgarda Z. zmuszona była podjąć dwie prace zarobkowe, aby móc utrzymać siebie oraz swoich rodziców. Ogromnym problemem dla autochtonów okazał się fakt, iż z dnia na dzień musieli nauczyć się posługiwać w sytuacjach codziennych językiem polskim. Rzeczą zrozumiałą jest, że w tak trudnej sytuacji ludzie nie zważali na postępujący proces „odniemczania“ miasta - nie mieli na to ani czasu ani siły. Takie hasła, jak „odniemczanie“ czy „polonizacja“ nie odbijały się zbyt głośnym echem wśród społeczeństwa. Według Irmgardy Z. „z prawdziwym życiem to niewiele miało wspólnego“. Stosunek do polskich znajomych został przedstawiony przez nasze respondentki jako bardzo pozytywny - pomagano sobie i dzielono się wszystkim czym się dało. Obie panie nie były szykanowane ze strony polskiej, co bardzo często jest opisywane w literaturze (Thum, 2003, s. 145 i n.). Irena P. uważa, że wpłynął na to fakt, iż dla wszystkich okres ten był czasem nowego początku, w nowym bądź w całkiem odmienionym mieście. Polonizacja miasta zatraciła się w panującym wtedy chaosie i została potraktowana jako konsekwencja wojny.

Więcej na temat przeżyć przedwojennych mieszkańców Breslau, którzy pozostali w polskim Wrocławiu można przeczytać w rozdziale: Mieszkańcy Breslau we Wrocławiu.



Odniemczanie i polonizacja Wrocławia zapisane w miejskiej przestrzeni.

Narodowy charakter przestrzeni miasta nowożytnego można odczytywać na dwóch poziomach. Pierwszy z nich to poziom języka komunikacji, związany ściśle ze sferą działania, obszarem życia codziennego; są to nazwy ulic, szyldy i inne napisy publiczne. Drugi to poziom treści symbolicznych, świadomie odnoszących się bądź odnoszonych do historii, tradycji narodu i państwa, wyrażonych w języku lub artefaktach. W wielu przypadkach obie sfery nakładają się na siebie. Język nazw ulic itp. powinien być powszechnie zrozumiały dla mieszkańców miasta. Tym samym, we Wrocławiu, który od 1946 – 1947 r. w przeważającej mierze zamieszkiwała ludność polskojęzyczna, niemieckie napisy stały się po prostu niefunkcjonalne. W tym sensie nie może dziwić zastąpienie ich polskimi (Kruszewski, 1997). Niemniej, poprzez dobór patronów nazwy ulic niosły też treści symboliczne. Dlatego też, nie wszędzie wystarczało tłumaczenie niemieckich nazw - dokonywano tego zwłaszcza na Starym Mieście, gdzie nazwy miały jeszcze często rodowód średniowieczny, jak np. Nikolaistrasse, która pozostała ul. Św. Mikołaja. Częściej należało pozbawić je związku z niemiecką historią miasta - Blücherplatz stał się więc na przykład placem Solnym. Nazwom nadawano również charakter wyraźnie polski - z Tauentzienplatz powstał plac Kościuszki, niekiedy odwoływano się przy tym do konfliktów polsko-niemieckich z przeszłości - przykładem może być ul. Powstańców Śląskich, niegdyś Kaiser-Wilhelmstrasse czy most Grunwaldzki zamiast Kaiserbrücke. Wytyczanie nowych ulic i placów dawało okazję do umacniania polskiego obrazu Wrocławia.

Co więcej, język nie tylko wyrażał treści symboliczne, ale sam był traktowany symbolicznie, niezależnie, od kontekstu w jakim był użyty i od treści, których był nośnikiem. Tym należy tłumaczyć usuwanie wszelkich publicznych napisów niemieckich. Dotyczyło to nie tylko szyldów reklamowych, co dałoby się wytłumaczyć względami praktycznymi. Niszczono również niemieckie miejsca pochówku - niemieckie nagrobki można znaleźć już tylko na niektórych cmentarzach na obrzeżach miasta. Zaraz po wojnie likwidowano też niemieckie napisy i tablice pamiątkowe, np. na dzisiejszej siedzibie biskupstwa prawosławnego czy na dwóch zachowanych słupach granicznych z 1901 r.; na jednym z nich, stojącym przed gmachem TV przy ul. Karkonoskiej napis niemiecki zastąpiony został polskim. Miały zostać usunięte i inne niemieckie nazwy znajdujące się na budynkach publicznych, ponieważ odnosiły się do niemieckiej przeszłości polskiego teraz już miasta. Nie niszczono ich jednak konsekwentnie ani systematycznie - do dzisiaj zachowało się wiele inskrypcji, i to nie tylko na tablicach pamiątkowych, ale także np. nad portalem szkoły budowlanej przy ul. Prusa, gdzie widnieje: „Ohne Fleiss kein Preis“ czyli „Bez pracy nie ma kołaczy“. Do dziś widoczne są również ślady niemieckich napisów na domach np. przy ulicach: Włodkowica, Szewskiej (fot. 4) i Piastowej.

Jednym z najistotniejszych wyznaczników niemieckiego wizerunku miasta w sferze symbolicznej były pomniki (Harasimowicz, 2000, s. 658-662). Spośród najważniejszych wymienić trzeba m.in.: pomnik gen. B. F. von Tauentziena na placu jego imienia (obecnie pl. Kościuszki) , feldmarszałka G. L. von Blüchera na Blücherplatz (obecnie pl. Solny) oraz pomnik Fryderyka Wielkiego na koniu na rynku (Antkowiak, 1985). Zdecydowana większość niemieckich pomników, jeśli nie uległa zniszczeniu już wcześniej, została rozebrana po wojnie, niektóre już w roku 1945 jak np. pomnik Wilhelma I. Inne przetrwały trochę dłużej – najpóźniej, bo dopiero w 1947 r. zniszczono znajdujący się na rynku pomnik Fryderyka Wilhelma III (Tyszkiewicz, 2000, s. 134). Przetrwały bardzo nieliczne – te, które nie miały bezpośredniej wymowy politycznej czy narodowej lub ją z biegiem lat straciły. Należą do nich posąg Szermierza przed gmachem uniwersytetu i siedzący na Pegazie Amor nad fosą miejską.

Tym samym przestrzeń miasta została pozbawiona dotychczasowego znaczenia, ale dość długo pozostała w znacznej mierze nie zagospodarowana w sferze symbolicznej. Tylko w kilku przypadkach w miejsce niemieckiego pomnika postawiono polski. Najwcześniej, bo już w marcu 1946 r. w ramach obchodów roku kościuszkowskiego na pl. Kościuszki na miejscu pomnika-mauzoleum Tauentziena odsłonięto głaz ku czci Bojowników o Wolność i Niepodległość (Suleja, 2001, s. 36). Nowych pomników powstało po wojnie stosunkowo niewiele. Niektóre poświęcono ofiarom II wojny światowej: bohaterom warszawskiego getta (pl. Bohaterów Getta; 1963) czy pomordowanym profesorom Lwowskim (Politechnika Wrocławska; 1964). Inne służyły kultywowaniu pamięci władzy ludowej, jak pomnik poległych funkcjonariuszy milicji obywatelskiej na pl. Powstańców Śląskich (1964). W 1974 r. wystawiono monument Mikołajowi Kopernikowi przy ul. Piotra Skargi, a w 1984 r. Juliuszowi Słowackiemu (w parku jego imienia). Przestrzeń symboliczną miasta w znacznej mierze wyznaczały również różnego rodzaju tablice pamiątkowe - podobnie jak w przypadku pomników część z nich związana była z martyrologią wojenną lub upamiętniała wyzwolenie jak np. tablice ku czci „pionierów“ (fot. 5).

Odrębną i dość liczną grupę stanowią natomiast tablice dokumentujące ślady polskości dawnego Wrocławia. Najczęściej upamiętniane były nimi pobyty sławnych Polaków, m.in. W. Pola w 1847 r. (pl. Solny 16; 1957) i J. Słowackiego w roku 1848 (pl. Kościuszki; 1959).

Można zatem stwierdzić, że polonizacji Wrocławia dokonano przy użyciu dość ograniczonego zestawu środków. Przede wszystkim zmieniono nazwy ulic i likwidowano różnego rodzaju niemieckie napisy, ale w porównaniu do dawnej niemieckiej „sieci“ punktów wyznaczających symboliczną topografię metropolii, w polskim Wrocławiu powstawała ona powoli i bez rozmachu.

Powyższe uwagi dotyczyły świeckiej przestrzeni publicznej. W przypadku nagrobków i tablic upamiętniających wkroczyliśmy już jednak w sferę sakralną, która również była polonizowana. Ciekawy przykład stanowi wnętrze katedry wrocławskiej. Przestrzeń sakralna wydaje się bardziej odporna na unarodowienie od przestrzeni świeckiej, a z pewnością elementy narodowe są tutaj wprowadzane za pomocą innych środków. Można powiedzieć, że narodowy charakter przestrzeni sakralnych odzwierciedla generalnie świadomość narodową duchownych i wiernych. Ponieważ jednak katedra wrocławska została zniszczona w 70% trudno jest określić, na ile zmieniono jej niemieckie wnętrze. Niemniej wraz z odbudową, a zwłaszcza przywracaniem funkcji religijnych (konsekracji dokonano w 1951 r.), katedra nabierała charakteru polskiego (Bukowski, 1985, s. 21-26, 103-121; Malachowitz, 2000, s. 114-129). Po odbudowie zmieniono też wezwania niektórych kaplic bocznych – pojawiły się kaplice poświęcone patronom Polski jak świętym: Wojciechowi i Stanisławowi. Polscy święci zostali także przedstawieni na witrażach. Nie należy przeceniać tych posunięć – były one nie tylko częścią procesu polonizacji, ale także jego efektem i do pewnego stopnia wynikały z potrzeb duszpasterskich. Z drugiej jednak strony nie brak śladów włączania się Kościoła w oficjalną interpretację historii i celebrowania odzyskania ziem zachodnich, chociaż główny nacisk kładziono na rozwój życia kościelnego. Widać to np. na tablicy ku czci kardynała A. Hlonda, ufundowanej w 25. rocznicę „powrotu“ ziem zachodnich i północnych do Polski. Znaczące są również witraże wykonane w pierwszej połowie lat 50-tych. Witraż wielkiego okna północnego przedstawia sceny związane z odzyskaniem Śląska, w wielkim oknie południowym natomiast nawiązano do bitwy pod Legnicą w 1241 r. Witraż w oknie kruchty południowej z kolei upamiętnia odbudowę katedry. Obok herbów kościelnych pojawia się tam także polskie godło i nowy herb miasta. Trzeba jednak zauważyć, że nie oznaczało to negacji dziejów kościoła wrocławskiego przed 1945 r. Obok wymienionych wyżej akcentów jawnie polskich, w katedrze pozostały liczne tablice pamiątkowe poświęcone niemieckim duchownym, jak np. tablica pamiątkowa ku czci kardynała G. Koppa, zmarłego w 1914 r.

Podsumowanie

W naszej pracy zajmujemy się głównie stosunkami Niemców i Polaków we Wrocławiu po roku 1945. Chcieliśmy dowiedzieć się, w jaki sposób odzwierciedla się w pamięci respondentów komunistyczna propaganda okresu powojennego jak i procesy „odniemczania“ i „repolonizacji“. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że nasze badania nie mają charakteru reprezentatywnego, można jednak, traktując je jako pewien fragmentaryczny wycinek, zauważyć pewne tendencje, które w dotychczasowych badaniach nie zostały wystarczająco poruszone.

Zasadniczo należy stwierdzić, że relacje pomiędzy pozostałymi w mieście Niemcami, a przybyłymi Polakami nie miały szczególnie w latach 1945-47 charakteru oficjalnego. Ludność po prostu żyła obok siebie. Większość pytanych przez nas Polaków pamięta Niemców, jednakże bardzo rzadko padają tu jakieś wrogie czy złośliwe komentarze w stosunku do nich. Zapewne ma to związek z tym, że od czasów wojny minęło już sporo czasu. Jednakże warto tu również wspomnieć o dobrych stosunkach panujących nieustannie od 1990 r. między państwem polskim a niemieckim.

Kontakty z ludnością niemiecką są przez naszych respondentów opisywane jak coś całkiem normalnego, czasem nawet potrzebnego. Można nawet mówić o pewnej kobiecej solidarności lat powojennych. Były to stosunki raczej pokojowe, pomimo iż już wtedy odcinano się od jakiejkolwiek niemieckiej tradycji Wrocławia, a przypominano piastowskie korzenie tego miasta. Lęk, zniszczenia wojenne, rozpacz i duży strach przed pozostającą w mieście sowiecką armią spowodowały, że Niemcy znacznie częściej byli postrzegani jako ludzie o podobnym losie, niż wynikać to może z fachowej literatury.

Pamiętać również należy, że tuż po wojnie życie toczyło się na bardzo małej przestrzeni, właściwie tylko wokół miejsca zamieszkania lub pracy. Nie możliwe było tak naprawdę zrozumienie rzeczywistości panującej wokoło - najważniejsze było własne przeżycie, odnalezienie się w nowej sytuacji. Próba powrotu do normalnego rytmu życia zajmowała ludzi o wiele bardziej niż pytanie czy znajdują się na historycznie polskiej czy niemieckiej ziemi. Wydaje się, że zmiany w wyglądzie byłego niemieckiego miasta nie były zbyt mocno zauważane poprzez społeczeństwo.

Wspomnienia dotyczące pierwszych lat po wojnie są pielęgnowane poprzez różnego rodzaju organizacje jak np. Związek Pionierów, Sybiraków czy Przyjaciół Wrocławia oraz przez Niemieckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne. Będąc wspierane przez polskie władze w szczególny sposób podchodziły one do pamięci. Widać to szczególnie na przykładzie Związku Pionierów – podkreślanie zasług jego członków podczas „repolonizacji“ Wrocławia nie tylko akcentowało kompetencje młodego państwa polskiego, ale również negowało niemiecką przeszłość miasta, na co z kolei podejrzliwie patrzyła strona niemiecka.

Powstałe w Polsce Ludowej towarzystwa istnieją po dzień dzisiejszy. Jednakże zmieniło się samo miasto - można zauważyć wielkie zainteresowanie wielonarodowością i barwną historią Wrocławia sprzed 1945 r. Skupianie uwagi tylko na polskiej historii, która wiąże się z panowaniem Piastów i odbudowywaniem miasta po wojnie ustąpiło miejsca przekonaniu, iż jest ono metropolią europejską. Związki takie jak „pionierzy“ nie pasują do tego obrazu - nadal forsują one pamięć o „odniemczaniu“ miasta. Oba sposoby postrzegania historii będą zapewne istniały dopóty, dopóki będą ludzie, którzy będą o nich chcieli pamiętać.




deutsch

Fotografie


Fot. 1


Fot. 2


Fot. 3


Fot. 4


Fot. 5


Fot. 6


Fot. 7


Fot. 8


Fot. 9


Fot. 10


Fot. 11




Kontakt: hotzan@euv-frankfurt-o.de | ostatnia aktualizacja: 19 października 2005 r.
externer LinkKatedra studiów polskich i ukraińskich