Polski Wrocław jako metropolia europeijska - Pamięć i polityka historyczna z punktu widzenia oral history  
 
  << Strona główna


Naród i wyznanie. Wrocław wielowyznaniowy

Anna Erlbacher, Nelli Grabek

Wprowadzenie

„Staraliśmy się kłaść nacisk na wspólne jakieś elementy, które nas łączą [...], aczkolwiek za każdym razem, pojawiały się jakieś elementy, które nas różnią.“

- Iwona Orawska, pracownik polskojęzycznej protestanckiej wspólnoty we Wrocławiu



Spojrzenie na wiarę wrocławskiej ludności wykazuje jej zadziwiającą różnorodność. Obecność wielu grup religijnych jest rezultatem złożonej przeszłości miasta, w której Wrocław zamieszkiwały przeróżne narodowości. Wszystkie grupy pozostawiły po sobie nie tylko kulturę, ale także wiarę. Mimo iż komunistyczne władze próbowały pozbawić wszelkie mniejszości ich cech indywidualnych i doprowadzić do stworzenia jednolitego etnicznie państwa polskiego, po dzień dzisiejszy zachowały się różnorakie religie i tożsamości narodowe. I tak pozostałością po tworzących niegdyś większość mieszkańców niemieckich protestantach jest po dzień dzisiejszy mała niemieckojęzyczna wspólnota ewangelicka. Jednocześnie istnieje polskojęzyczna wspólnota ewangelicka, której członkowie pochodzą w większości spoza Wrocławia. Po czterdziestu pięciu latach swą greckokatolicką wiarę w obrządku ukraińsko-bizantyjskim mogą również bez przeszkód wyznawać Ukraińcy, którzy do miasta zostali przesiedleni ze wschodniej Polski w ramach tzw. akcji Wisła. Tuż po wojnie, jako skutek przesiedleń mniejszości narodowych ze wschodnich terenów kraju, powstały na terenach niegdyś niemieckiego miasta również dwie prawosławne wspólnoty. Obecnie są one odwiedzane przez prawosławnych Ukraińców, a także niewielką liczbę Rosjan i Polaków. Na życie religijne dolnośląskiej stolicy wpływ ma także dziewiętnastowieczna emigracja Polaków do Ameryki. Utworzyli oni w nowej ojczyźnie własny Kościół polskokatolicki, który z kolei w okresie międzywojennym trafił do Polski. Zadziwiające jest to, iż we Wrocławiu mimo holocaustu oraz polityki antyżydowskiej w czasach komunistycznych nadal istnieje niewielka gmina żydowska. Powyższe przykłady ukazują, jak bardzo na dzisiejszą różnorodność religijną Wrocławia wpłynęły migracje, przesiedlenia oraz przesunięcie granic, szczególnie po II wojnie światowej.

Naszym celem było sprawdzenie, w jaki sposób te wszystkie wyznania ze sobą współistnieją, ponieważ jest to jak na polskie warunki bardzo różnorodna mieszanka. Interesowało nas czy Wrocław jest naprawdę miastem godnym naśladowania w kwestii otwartości do innych religii, czy jest to tylko mit kształtowany przez władze miasta? Czy pojedyncze grupy wyznaniowe mogą potwierdzić, że jest to miasto bardzo tolerancyjne?

Tymi pytaniami zajmowałyśmy się podczas naszych podzielonych na dwa etapy badań. Po pierwsze interesowała nas Dzielnica Wzajemnego Szacunku, po drugie sytuacja wspólnoty greckokatolickiej w mieście. Oba zagadnienia bardzo dobrze pokazują, w jaki sposób funkcjonuje współpraca międzywyznaniowa oraz jakie są szanse i problemy idei ekumenicznej we Wrocławiu. Dzielnica Wzajemnego Szacunku, która jest jedynym tego typu projektem w całej Polsce, nadaje się doskonale by dokładnie pokazać ekumeniczny dialog. Z drugiej strony przykład Kościoła greckokatolickiego, który nie został włączony do projektu, ilustruje trudności związane z pozostawaniem na uboczu.

Wprowadzeniem do tematu są teoretyczne przemyślenia na temat wielowyznaniowści i ekumenizmu. Następnie podejmowana jest próba ocenienia międzywyznaniowego klimatu panującego we Wrocławiu.

Podstawą pracy jest obok fachowej literatury szereg wywiadów, które przeprowadziłyśmy na miejscu. Naszych respondentów możemy podzielić na dwie grupy. Z jednej strony rozmawiałyśmy z duchownymi średniego i niższego szczebla w hierarchii kościelnej, których poglądy na temat ekumenizmu znajdują się pod wielkim wpływem teologii. Drugą grupę stanowili zwykli członkowie wspólnot religijnych. Na nasze pytania odpowiadali uwzględniając przede wszystkim swe własne doświadczenia, na które często duży wpływ miały wydarzenia historyczne.

Należy zauważyć, że nasze badania dotyczą fragmentarycznego wycinku historii miasta - rozważania ograniczają się zasadniczo do obecnej sytuacji życia religijnego Wrocławia, która rozwinęła się po roku 1989. Jednakże by lepiej móc wytłumaczyć obecną rolę wspólnoty greckokatolickiej, przytaczamy również historyczne wydarzenia od czasów II wojny światowej.



Wielowyznaniowość i ekumenizm - uwagi teoretyczne

W trakcie zajmowania się problemami wielowyznaniowości i ekumenizmu uświadomiłyśmy sobie, że pojęcia te wcale nie są tak jednoznaczne jak nam się na początku wydawało. Kiedy dane miasto jest wielowyznaniowe? Czy wystarczy po prostu obecność wielu wyznań, czy może jednak istotne jest również odpowiednie nastawienie mieszkańców do tej różnorodności? Czy owe wyznania muszą być przy tym obecne w obrazie miasta i świadomości publicznej?

Podobnie ma się sprawa z pojęciem ekumenizmu. Czy można już o nim mówić, gdy kilka wyznań tylko pokojowo istnieje w pobliżu siebie czy dopiero wtedy, gdy zaczną one ze sobą aktywnie współpracować? Czy pojęcie odnosi się tylko do stosunków w obrębie chrześcijaństwa, czyli pozostaje w obrębie wielowyznaniowości czy określa też stosunek chrześcijaństwa do innych religii takich jak judaizm i dotyczy tym samym obszaru wieloreligijności?

W literaturze można znaleźć wiele definicji ekumenizmu. Według wyznania prawosławnego, ekumenizm jest wszystkim tym, co podlega patriarchatowi z Konstantynopola. Według katolików natomiast tym, co podlega Kościołowi rzymskokatolickiemu. Reformatorskie rozumienie ekumenizmu łączone jest natomiast z pierwszym ekumenicznym soborem w Nicei w roku 325, na którym miano zażegnać groźbę schizmy w Kościele chrześcijańskim. By wyjaśnić, jakie znaczenie ma ekumenizm w dzisiejszych czasach przytaczamy oświadczenie istniejącej od 1948 r. Ekumenicznej Rady Kościołów, do której należą 340 kościoły ze 120 państw. Rada mówi o sobie: „Ekumeniczna Rada Kościołów jest wspólnotą kościołów, które czczą Jezusa Chrystusa według Pisma Świętego jako Boga i Zbawiciela i dlatego spełniają to, do czego są powołani w imię Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego“ (por. URL:http://www.wcc-coe.org/wcc/who/indesx-g.html, z dn. 19.8.2004).

Według definicji, by można w ogóle było mówić o ekumenizmie istotna jest przede wszystkim wola do współdziałania. Poza tym pojęcie odnosi się tylko do współpracy wyznań chrześcijańskich. Według Rady współpraca np. z wyznawcami judaizmu powinna być raczej określana pojęciami takimi jak dialog międzyreligijny lub dzieło wieloreligijne.

Do Rady należą przede wszystkim kościoły tradycji protestanckiej i prawosławnej. Kościół rzymskokatolicki do niej nie przystąpił, ponieważ uważa siebie za jedyny prawdziwy kościół. Faktycznie Rada nastawiona jest na ekumenizm w pojęciu protestanckim, co prowadzi często do sporów z członkami innych wyznań. Spór polega przede wszystkim na różnicy w postrzeganiu samego pojęcia ekumenizmu i jego celów.

W naszej pracy używamy pojęcia ekumenizmu w definicji Rady Ekumenicznej. Pytamy, w jaki sposób wyznania dążą do lepszego zrozumienia siebie nawzajem. Uzupełniając naszą pracę wspominamy również o judaizmie.



Dzielnica Wzajemnego Szacunku - prototyp religijnej tolerancji?

Od 1995 r. istnieje we Wrocławiu projekt Dzielnicy Wzajemnego Szacunku, w którym udział biorą wspólnoty: katolicka, ewangelicka, prawosławna i żydowska. Próbowałyśmy odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest ta mieszcząca się na skraju Starego Miasta dzielnica?

Synagoga mieści się w podwórzu przy ulicy Włodkowica. Sprawia wrażenie reliktu dawno już zapomnianych czasów; z jednej strony napawa strachem, z drugiej wydawać się może, że tu nie jest jej miejsce. Można sobie wyobrazić jak miasto mogło wyglądać w XIX i na początku XX wieku. Jednakże, kiedy widzimy antysemickie hasła na ścianie tuż przy budynku oraz tablicę upamiętniającą holocaust od razu wracamy do rzeczywistości. Młoda kobieta, którą spotykamy w biurze Gminy Wyznaniowej Żydowskiej zgadza się wprawdzie na wywiad, ale nie jest zbyt zadowolona, gdy dowiaduje się jakim tematem się interesujemy. Tłumaczy nam, że Dzielnica Wzajemnego Szacunku powstała, aby wszystkie wspólnoty miały możliwość wzajemnego poznania się. Szczególnie chodziło o to by wierni, a w szczególności dzieci, mieli możliwość zbliżenia się i pozbycia się dzięki temu przesądów do siebie nawzajem. Powstanie Dzielnicy tłumaczy następująco: „To była inicjatywa byłego przewodniczącego gminy, i zakonnika Kościoła katolickiego [...] To było w trakcie jakiegoś uroczystego nabożeństwa z jakiejś okazji, nie wiem, z jakiej ... ale zbito szybę tam w tym kościele w trakcie nabożeństwa. Na tym nabożeństwie była też delegacja gminy żydowskiej, i również delegacje Kościoła protestanckiego i prawosławnego. I Pan Kichler wystąpił z propozycją, żeby uczyć szacunku między tymi czterema świątyniami.“ (URL:www.miasto/dialogu.wroc.pl, z dnia 18.8.2004; powstanie Dzielnicy jest datowane na rok 1995.)

Idea projektu brzmi bardzo interesująco, jednakże obojętny, prawie irytujacy ton głosu kobiety nie wskazuje na jej zbytni zachwyt pomysłem. Czyżby temat ekumenicznej współpracy, konkretnie w obrębie Dzielnicy Wzajemnego Szacunku, o którą ją głównie pytamy, nie był dla niej wystarczająco ważny? A może jej zachowanie jest wynikiem rezygnacji po nieudanych próbach ekumenicznego współżycia? Na nasze kolejne pytania odpowiada, że projekt jest obecnie nieco „uśpiony“, bo kobieta, która się nim zajmowała już nie pracuje. Ale czy jest to wystarczające wytłumaczenie?

Nie, ale przynajmniej prawdziwe, jak dowiadujemy się podczas pobytu we wspólnocie ewangelickiej: zmiany personalne we wspólnocie katolickiej i żydowskiej doprowadziły do tego, że współpraca nie układa się już tak dobrze, ponieważ nie ma już takiego zainteresowania ideą Dzielnicy ze strony ich najwyższych przedstawicieli. Teraz projekt odbierany jest raczej jako dodatkowy obowiązek, a nie jak wewnętrzna potrzeba. Wydaje się, że obie strony różnią się we wzajemnej ocenie. Przedstawicielka gminy żydowskiej podkreślała mianowicie, że współpraca ze wspólnotą protestantów układa się bardzo dobrze, z katolikami natomiast gorzej. Nasi respondenci są zgodni tylko co do ostatniego punktu.

Owo przypuszczenie potwierdza się podczas rozmów z księżmi Kościoła katolickiego spoza Dzielnicy Wzajemnego Szacunku. Należy jednak wspomnieć, iż nie udało nam się przeprowadzić wywiadu z proboszczem kościoła w Dzielnicy i dlatego też negatywny stosunek pozostałych księży nie może być równoznacznie traktowany z nastawieniem proboszcza do owej idei. Księża z pozostałych parafii Wrocławia zachowują w dużej mierze dystans do ekumenizmu i nie wykazują większego zainteresowania współpracą z innymi wyznaniami. Owy brak zainteresowania bierze się być może z faktu, iż mający najwięcej wiernych Kościół rzymskokatolicki, nie widzi potrzeby współpracy z innymi - wychodzi z założenia, że jest wystarczająco silny. Z drugiej strony spowodowane to może być tym, iż Kościół katolicki inaczej rozumie ideę ekumeniczną, według której tylko głoszona przez niego wiara jest prawdziwa.

Prawosławny pop Aleksander Konachowicz zgodził się na krótki wywiad: „Nazwa naszej Dzielnicy zobowiązuje. Ciągle przecież opieramy się na wzajemnym szacunku.“ (URL: www.miasto-dialogu.wroc.pl/rozmowa2.html, z dn. 19.8.2004). Wypowiedź popa wywarła na nas wrażenie, iż myśl ekumeniczna została całkowicie zaakceptowana przez reprezentowany przez niego kościół. Jednakże polityka, jaką się propaguje w stosunku do Kościoła greckokatolickiego jest całkowicie odmienna, ponieważ cały wzajemny szacunek kończy się na tej jednej Dzielnicy. Przedstawicielka gminy żydowskiej tłumaczy, że kontakty ze wspólnotą greckokatolicką są ograniczone z powodu odległości. Natomiast od wspólnoty greckokatolickiej dowiadujemy się, że wszelkie wspólne spotkania czy projekty w które zaangażowani byliby ich duchowni, byłyby bojkotowane przez Kościół prawosławny. W taki sposób jest ona więc odizolowana od reszty. Dla prawosławnego popa taka polityka izolowania Kościoła greckokatolickiego jest całkiem w porządku, w końcu chodzi tu o samowolne odłączenie się od kościoła i nie może on być w związku z tym uznany. Czy takie myślenie nie sprawia jednak, że współpraca wszystkich wyznań byłaby niemożliwa? W końcu z punktu widzenia Kościoła prawosławnego wszelkie inne wiary, również katolicka, postrzegane są jako wyłamanie się od tej prawdziwej - prawosławnej. Z powodu owego problematycznego zachowania w stosunku do grekokatolików wydaje nam się, że prawosławna wspólnota należy do Dzielnicy bardziej obszarowo niż ideowo.

Zdaje się, iż Janusz Witt, wieloletni członek polskojęzycznej protestanckiej wspólnoty, identyfikuje się zarówno z projektem, jak i z ekumenizmem Wrocławia. Podczas wywiadu oraz w artykułach prasowych o gminie protestanckiej we Wrocławiu, które napisał dla niemieckich gazet, podkreśla otwartość swej wspólnoty. Sam określa siebie nie tylko mianem współtwórcy Dzielnicy, ale jest również aktywny przy okazji innych akcji, których celem jest łączenie ludzi. I tak jest np. członkiem zarządu Fundacji Krzyżowa dla Porozumienia Europejskiego, Towarzystwa im. Bonhoeffera, które ufundowało pomnik ku czci niemieckiego, protestanckiego teologa Dietricha Bonhoeffera oraz Fundacji Dortmund-Breslau. Po za tym pielęgnuje kontakty z Klubem Inteligencji Katolickiej, który również bardzo angażuje się w polepszanie stosunków międzywyznaniowych i międzynarodowych.

Na nasze pytania dotyczące konkretnych projektów realizowanych przez Dzielnicę wspomina nam się ciągle o programie skierowanym do dzieci, Dzieciaki, który został z dużym sukcesem przeprowadzony w ostatnich latach. Poza tym, a przynajmniej obecnie, współpraca ogranicza się do wzajemnych zaproszeń i odwiedzin na imprezy kulturalne i od czasu do czasu do ekumenicznych mszy.

Pomysł Dzielnicy Wzajemnego Szacunku jest w sumie bardzo dobry, nie został on jednak do tej pory do końca zrealizowany. Głównym problemem są zmiany personalne, ponieważ dobra współpraca zależy przede wszystkim od zaangażowania pojedynczych osób i ich wzajemnych stosunków. Dlatego też zmiany takie niosą za sobą zawsze pewne ryzyko dla przeprowadzanego projektu. Obecne problemy Dzielnicy pokazują, że ta przez wszystkich wychwalana jako przykładna, dwukrotnie już nagrodzona idea, nie stoi jak na razie jeszcze wystarczająco mocno „na ziemi“, i do tej pory nie wszyscy członkowie wspólnot się z nią utożsamiają.

Bardzo interesujące jest to, że Dzielnica wykorzystywana jest do promowania tolerancyjnego obrazu Wrocławia. Nie wspomina się natomiast ani słowem o tym, że pomysł nie narodził się w przypływie solidarności, tylko na skutek religijnego wandalizmu, jak wynika z wywiadu przeprowadzonego z przedstawicielką gminy żydowskiej. Pokazuje to, że Wrocław nie do końca jest miastem otwartym, nie majacym żadnych problemów z tolerancją - również tam dochodzi do zdarzeń, które nie pasują do wizerunku miasta, do którego się dąży.

Nasuwają się również pytania dotyczące zewnętrznych stosunków wspólnot należących do Dzielnicy: czy kłopotliwe stosunki, takie jak te między Kościołem prawosławnym i greckokatolickim wpływają na wzajemne relacje w obrębie Dzielnicy? Na te pytania jak dotąd nie uzyskałyśmy odpowiedzi. W dalszej części zajmiemy się jednak współżyciem wyznań religijnych we Wrocławiu z punktu widzenia odizolowanej wspólnoty greckokatolickiej.



Wspólnota greckokatolicka we Wrocławiu- „trudne wczoraj, niełatwe dziś“ (Polak, 2003)

Żeby móc coś powiedzieć na temat wielowyznaniowości dobrze jest przyjrzeć się konkretnemu przykładowi dialogu religijnego oraz praktycznemu wspołżyciu wiernych w sytuacjach codziennych. Punktem odniesienia w naszej analizie był ekumenizm. Do roku 1989 religijność była w Polsce sprawą prywatną. Wszystkie grupy religijne walczyły przeciwko antyreligijnej polityce państwa komunistycznego, dlatego też nie było ani czasu ani miejsca na współpracę między wspólnotami. Dopiero zmiany polityczne przywróciły ten temat do dyskusji i pozwoliły na rozwinięcie się ekumenizmu. Z tych powodow skupiamy się na okresie po 1989 r.

Powstanie Dzielnicy Wzajemnego Szacunku, ktora ma służyć jako przykład ekumenicznego wspołżycia, jest w zasadzie zjawiskiem dla Wrocławia pozytywnym. Jak jednak wynika z pierwszej części naszej pracy, Kościół greckokatolicki nie bierze udziału w projekcie. Dlaczego?

Odległość między placem Nankiera 15 a, gdzie dziś znajdują się katedra i plebania wspólnoty greckokatolickiej, a terenem pomiędzy ulicami: Kazimierza Wielkiego, Św. Antoniego, Pawła Włodkowica i Św. Mikołaja, który nazywany jest Dzielnicą Wzajemnego Szacunku jest na pewno jednym z możliwych powodów. Nam wydawał się on jednak niewystarczający. Zadawałyśmy sobie dlatego pytanie, czy poza czynnikami zewnętrznymi istnieją jeszcze jakieś powody wewnętrzne, np. różnice natury teologicznej. Interesowało nas również czy izolacja Kosciola greckokatolickiego była dobrowolna czy też wymuszona.

Wywiady miały wykazać, jak rozwijała się wspólnota greckokatolicka we Wrocławiu po zakończeniu II wojny światowej i jak wygląda życie religijne dzisiejszych wiernych. Istotne było dla nas również, w jaki sposób wierni wspólnoty odbierają ideę ekumenizmu w mieście oraz czy utrzymują kontakty z wyznawcami innych religii. Interesowało nas też, jakie problemy powstają podczas dialogu międzywyznaniowego i z czego one wynikają? Ograniczamy się tu prawie wyłącznie do wypowiedzi członków wspólnoty greckokatolickiej, ponieważ z różnych powodów nie mogliśmy porozmawiać z wiernymi innych wyznań.

Naszymi respondentami byli: ksiądz Andrzej Michaliszyn, notariusz kurii biskupiej greckokatolickiej diecezji Wrocław-Gdańsk; Igor Salamon, przedstawiciel Związku Ukraińców w Polsce oraz były uciekinier z Ukraińskiej Republiki Sowieckiej; Ewa Gal oraz małżonkowie Maria i Andrzej Kołacz, Ukraińcy, którzy zostali deportowani w ramach akcji Wisła w roku 1947 z terenów południowo-wschodniej Polski. Poza tym przeprowadziłyśmy krótką rozmowę z Iwanem Andrunkiem, młodym ukraińskim śpiewakiem operowym, który mieszka i pracuje we Wrocławiu od połowy lat 90-tych.

Przedstawiciel Kościoła greckokatolickiego, ksiądz Michaliszyn, chętnie i otwarcie opowiada nam o historii swego kościoła w Polsce oraz o strukturze i obszarach działania dzisiejszej wspólnoty we Wrocławiu. Następne wywiady przyjmują nieco inną formę. Nasi respondenci, którzy w większości należą do starszego pokolenia, na pytania o ekumenizm w mieście odpowiadają sporadycznie i krótko. Zamiast tego zaczynają samowolnie opowiadać historię swego życia, które utożsamiają z losami ukraińskiej mniejszosci narodowej w Polsce. W szczególności gdy pytamy o stosunek do Kościoła rzymskokatolickiego, dowiadujemy się ku naszemu zaskoczeniu, że nasi respondenci nie chcą być postrzegani jako wierzący Kościoła greckokatolickiego, ale jako Ukraińcy. Nie czują się tak bardzo wyznawcami religii greckokatolickiej tylko raczej reprezentantami mniejszości narodowej, która z powodu konfliktów historycznych z Polakami ma za soba ciężką przeszłość.

Skłoniło nas to do zwrócenia większej uwagi na historię mniejszości ukraińskiej w Polsce, względnie we Wrocławiu. Interesowało nas, dlaczego większą rolę niż wiara greckokatolicka odgrywa dla nich tożsamość narodowa.



Mniejszość ukraińska i Kościół greckokatolicki w Polsce od roku 1947

Wydaje się, że aby lepiej przedstawić rozwój mniejszości ukraińskiej oraz Kościoła greckokatolickiego w Polsce, a w szczególności we Wrocławiu, warto opisywany okres podzielić na trzy etapy: od roku 1947 do 1956, od 1956 do 1980 i od 1980 do 1989. Ten uproszczony podział pozwoli nam lepiej zrozumieć perspektywę, z jakiej nasi respondenci odpowiadają na pytania. Ważnym aspektem jest tu akcja Wisła i jej konsekwencje dla Ukraińców mieszkających w Polsce. Chodzi tu szczególnie o zniszczenie religijnej i narodowej jedności, polonizację zarówno w regionach wiejskich, jak i ośrodkach miejskich, uzależnienie Kościoła greckokatolickiego od państwa, i uczciwości Kościoła rzymskokatolickiego oraz o rolę związków niereligijnych w trosce o zachowanie kulturalnej tożsamości.

Największą grupę grekokatolików w Polsce stanowią Ukraińcy, którzy do wojny mieszkali w południowo-wschodniej części Polski. Tę sytuację zmieniła w roku 1947 akcja Wisła: na rozkaz władz komunistycznych 140.575 Ukraińców mieszkających w południowo-wschodniej części kraju zostało między 28 kwietnia, a 28 lipca 1947 r. deportowanych na tereny północne i zachodnie (Dane dotyczące liczby deportowanych różnią się miedzy sobą; por. URL:http://www.archdiecezja/gr.opoka.org.pl, z dn. 19.0.2004; Jasiak, 2001; Misiło, 1993; Motyka, 1999; Torzecki, 1993). Większość deportowanych, około 100.000 osób, należała do Kościoła greckokatolickiego. Kiedy już cel rozproszenia ludności ukraińskiej na tzw. ziemiach odzyskanych został osiągnięty, mieszkali oni w większości rozdzieleni we wsiach oddalonych od miast i granic państwowych. Władzom zależało na utrudnieniu im kontaktów miedzy sobą. Ponieważ nacisk społeczny był ogromny, dla wielu nie pozostało nic innego jak językowa i kulturowa asymilacja. Zakaz osiedlania się w miastach, tworzenia organizacji kulturalnych, a także intensywna likwidacja Kościoła greckokatolickiego miały ostatecznie rozwiązać tzw. kwestię ukraińską w Polsce (URL:http://www.wroc-gda.opoka.org.pl/, z dn. 2.6.2004), czyli w dłuższym odstępie czasowym wymazać z pamięci Polaków i samych Ukraińców fakt istnienia w Polsce mniejszości ukraińskiej. Polska Rzeczpospolita Ludowa miała być przecież państwem narodowo i etnicznie jednolitym.

W marcu 1946 r. moskiewskie władze zainscenizowały przyłączenie się Kościoła greckokatolickiego do prawosławnego, co spowodowało również w Polsce masowe prześladowania, aresztowania i internowania księży greckokatolickich. Doprowadziło to do zniszczenia struktury największego z 21 wschodnich kościołów katolickich oraz do przejścia w następnych latach wielu wierzących rodzin ukraińskich oraz niektórych księży do Kościoła rzymskokatolickiego, ponieważ tylko w taki sposób mogli nadal pielęgnować wiarę katolicką. W świetle prawa Kościół greckokatolicki nie istniał, a równoległe struktury w obrębie polskiego Kościoła rzymskokatolickiego powstawały bardzo powoli (URL: http://www.wroc-gda.opoka.org.pl, z dn. 2.6.2004; oraz wywiad z księdzem Andrzejem Michaliszynem).

Ukraińcom utrudniano również używanie własnego języka, gdyż było to uznawane za manifestację przynależności etnicznej bądź narodowej. Dlatego też w szkołach nie wolno było nauczać języka ukraińskiego, a z racji braku parafii greckokatolickich nie możliwe było prowadzenie w tym języku lekcji religii. Okrzyki takie jak: „Przyjechali bandyci!“, ogromna presja asymilacji, a także ciągła obserwacja przez służby bezpieczeństwa sprawiły, że ze strachu przed poniżeniem i napadami Ukraińcy zaczęli nawet między sobą rozmawiać po polsku, chociaż większość, jak twierdzi urodzona w 1930 r. Ewa Gal, w czasie deportacji (jak określa ten proces) prawie nie rozumiała tego języka, nie mówiąc już o jego używaniu. Dodatkowo prawie niemożliwym było pozbycie się ukraińskiego akcentu, co powodowało, że mimo starań i tak byli oni izolowani.

Największe represje w stosunku do Ukraińców trwały przez pierwsze dziesięć lat. Dopiero w roku 1956, w okresie destalinizacji i ostrożnych reform następcy ieruta, Władysława Gomułki, ich sytuacja się poprawiła. Po pierwsze mniejszościom narodowym zostało ustawowo zagwarantowane prawo do tworzenia organizacji kulturalnych, co pozwoliło na utworzenie Ukraińskiego Społeczno-Kulturalnego Towarzystwa (USKT). Po drugie Kościół rzymskokatolicki otrzymał w 1957 r. zgodę na zorganizowanie tzw. greckokatolickich placówek duszpasterskich. Nie były to wprawdzie parafie, ale dzięki temu księża, którzy do tej pory w małych wiejskich kaplicach nielegalnie odprawiali msze, mieli w pewnym stopniu „ułatwioną pracę“. I tak, choć w ograniczonej ilości, mogły odbywać się śluby, pogrzeby czy też chrzciny w obrządku bizantyjsko-ukraińskim. Jeśli chodzi o parafie to Kościół greckokatolicki był całkowicie zależny od Kościoła rzymskokatolickiego, który sam był wówczas pod ogromną presją polityczną. Pod koniec lat 50-tych i na początku 60-tych wzrosła ilość mieszkańców należących do mniejszości ukraińskiej w takich miastach, jak Wrocław. Młodzi Ukraińcy pochodzący z wiejskich rodzin nie mieli raczej problemów, by podjąć studia w szkołach pomaturalnych i na uniwersytetach w robotniczo-chłopskim państwie Polskim. Mniej szczęścia mieli ich koledzy pochodzący z tzw. inteligenckich domów. Według Ewy Gal, która z wykształcenia jest architektem krajobrazu, wynikiem tego jest posiadanie przez wielu mieszkających w Polsce Ukraińców wyższego wykształcenia, którzy gdyby zostali w swych rodzimych rejonach w południowo-wschodniej cześci kraju prawdopodobnie nigdy nie opuściliby swego gospodarstwa. Obok wykształcenia i pracy, do zwiększenia się liczby Ukraińców w miastach doprowadziło zawieranie związków małżeńskich z Polakami. Rozwój mniejszości ukraińskiej we Wrocławiu był więc powolny, trwał kilka dziesięcioleci.

Ogromną rolę integracyjną odegrało według Ewy Gal i państwa Kołacz USKT, które w przeciwieństwie do Kościoła greckokatolickiego było w pewien sposób tolerowane i otrzymywało niewielkie państwowe dotacje. Pod hasłem „Powiększajcie kulturę, ale nie za dużo!“, jak to stwierdził Andrzej Kołacz, utworzono małe chóry oraz grupy teatralne, rozpoczęto pozaszkolne nauczanie języka ukraińskiego oraz organizowano tradycyjne święta.

USKT nie było bezpośrednio związane z Kościołem greckokatolickim, swoją dobrą sytuację zawdzięczało według Ewy Gal i Andrzeja Kołacza ukraińskim członkom Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Chociaż nasi rozmówcy nie uważają, by Towarzystwo było politycznie uznane, to z ich wypowiedzi wynika, że aparat państwowy uznał USKT za wystarczająco zgodne z systemem i dlatego pozostawiał mu stosunkowo dużo wolności. To jednak również sprawiało, że Ukraińcy tacy jak np. Igor Salamon, który jeszcze na Ukrainie był prześladowany przez władze sowieckie i wywieziony na Syberię, podchodzili do USKT z dystansem. Ogólnie jednak ceniono Towarzystwo jako miejsce, dzięki któremu można było zachować język ukraiński, a także obyczaje kulturalne.

Maria Kołacz, która w 1947 r. została wraz z rodziną deportowana do pomorskiej wioski, a po ślubie z Andrzejem Kołaczem przeniosła się w 1956 r. do Wrocławia, opowiada na podstawie własnych doświadczeń, że Ukraińcy, którzy przenieśli się do miast nie głosili wprawdzie wszem i wobec o swym pochodzeniu, ale częściej się do niego przyznawali, podczas gdy ci, którzy pozostali na wsi, często po dzień dzisiejszy nie przyznają się skąd pochodzą. Przedstawiciel Związku Ukraińców we Wrocławiu, Igor Salamon, wspomina jednak, że chociaż jego dobrą przyjaciółką podczas studiów na Uniwersytecie Wrocławskim była dziewczyna o niemieckim pochodzeniu, to on aż do roku 1989 nie miał o tym pojęcia. Ona z kolei nie wiedziała, że jej kolega ze studiów jest Ukraińcem. Salamon uważa, że działo się tak ze strachu przed dyskryminacją - nikt po prostu o takich rzeczach nie rozmawiał. Polonizacja odnosiła znacznie większe sukcesy na wsiach, ponieważ było tam trudniej tworzyć ukraińskie towarzystwa czy brać udział w greckokatolickich mszach. Do asymilacji zmuszała również specyficzna atmosfera panująca na wsi, która nie tolerowała inności. Maria Kołacz opowiada o przypadkach rodzin, które tak skutecznie ukrywały prawdę o swym pochodzeniu, że dzieci dowiadywały się o nim dopiero po śmierci jednego z rodziców, podczas załatwiania ceremonii pogrzebowych. Czasami zdarzało się, że pary żyjące w małżeństwach mieszanych dowiadywały się przez przypadek o pochodzeniu swego partnera albo nawet w ogóle o tym nie wiedziały. Historie te przypominają losy członków rodzin mniejszości niemieckiej (por. Mieszkańcy Breslau we Wrocławiu).

W latach 80-tych ubiegłego wieku „Solidarność“ wpłynęła w dużym stopniu na to, iż wielu Ukraińców przyznawało się publicznie do swego pochodzenia. W latach 80-tych polepszyła się też sytuacja Kościoła greckokatolickiego. Państwo zrezygnowało z prawa decydowania o zezwalaniu na msze odprawiane przez tę religię. Poważne uprawnienia samorządowe przyniosło też utworzenie północnego i południowego wikariatu Kościoła greckokatolickiego przez Kościół rzymskokatolicki. Doprowadziło to do prawdziwego „odrodzenia się“ wspólnoty greckokatolickiej pod koniec dziesięciolecia. W roku 1988 liczba duszpasterstw wzrosła do 84; dla porównania: w roku 1957 było ich zaledwie 7. Jednakże postawa władz komunistycznych była jasna: nie dopuszczano do utworzenia osobnych greckokatolickich parafii ani diecezji. Prawne uznanie Kościoła greckokatolickiego nastąpiło dopiero w roku 1989. Ksiądz Andrzej Michaliszyn ubolewa nad faktem, iż większość ukraińskich grekokatolików, przeszła z powodu utrudniania praktykowania ich religi do Kościoła rzymskokatolickiego, do Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, bądź w ogóle odwróciła się od kościoła. Jest to według niego duża strata, która niestety już nigdy nie będzie odbudowana.

Rozwój Kościoła greckokatolickiego we Wrocławiu był tak samo jak w całym kraju zależny zarówno od sytuacji politycznej, jak i od Kościoła rzymskokatolickiego. Gdy od 1956 r. można było w ograniczony sposób odprawiać msze grekokatolickie, pojawił się problem miejsca celebry. Jako tymczasowe rozwiązanie Kościół rzymskokatolicki zaproponował wspólne korzystanie z Kościoła Świętego Krzyża na Ostrowie Tumskim. Kościół ten posiada dwa oddzielne poziomy i dzięki tej architektonicznej ciekawostce nadawał się bardzo dobrze do tego celu. Jednakże rzymskokatolicy rościli sobie prawo do używania raz jednej raz drugiej części budynku, co sprawiało, iż prawie niemożliwym było przystosowanie wystroju kościoła do odprawiania mszy w obrządku bizantyjsko-ukraińskim. W głosie naszych rozmówców dało się wyczuć żal do Kościoła rzymskokatolickiego, gdy opowiadali o tym okresie. Ta prowizoryczna sytuacja uległa zmianie dzięki pomocy kardynała Gulbinowicza, dzięki któremu od roku 1979 grekokatolickie msze odprawiano przez prawie dwadzieścia następnych lat wyłącznie w dolnej części kościoła.

Jednakże ostateczne rozwiązanie tego problemu nastąpiło dopiero w roku 1997, kiedy to rozrosłemu się w międzyczasie znacznie Kościołowi greckokatolickiemu oddano do użytku kościół pw. Św. Wincentego i Jakuba. Remont wzniesionego w XIII wieku kościoła przy placu Biskupa Nankiera 15a, potrwał kolejne dwa lata i w 1999 r. gmina mogła się tam przeprowadzić. Prace remontowe twają jednak do dnia dzisiejszego, szczególnie zewnętrzna fasada porzebuje nowej elewacji.

Mniejszość ukraińską we Wrocławiu stanowią w większości ofiary akcji Wisła oraz ich potomkowie (obecnie już czwarta generacja). Do zwiększenia liczby członków wspólnoty doprowadziły także trzy fale migracji: w latach 50-tych, 80-tych i 90-tych. Dziś liczy ona według oficjalnych danych 680 wierzących. Gdyby do tego doliczyć ukraińskich pracowników sezonowych i studentów, liczba ta wzrosła by do około tysiąca.

Jak już wcześniej wspomniano, rok 1989 jest ważnym punktem zwrotnym w historii Kościoła greckokatolickiego w Polsce; od tego roku także i wrocławska wspólnota ma możliwość otwartego pielęgnowania swej wiary oraz wypowiadania się na temat idei ekumenicznej. Istotnym elementem tego procesu było rozpoczęcie ostrożnych rozmów na takie tematy tabu jak: konfiskata i niszczenie kościołów greckokatolickich przez państwo polskie, mordy na Wołyniu, i w Galicji Wschodniej w czasie II wojny światowej czy też akcja Wisła w roku 1947.

Udało nam się zaobserwować dwa główne konflikty związane z Kościołem greckokatolickim we Wrocławiu. Po pierwsze istnieje w mieście spór z Polskim Autokefalicznym Kościołem Prawosławnym, który wyraża się brakiem jakichkolwiek oficjalnych stosunków między oboma kościołami. Spór o charakterze narodowym rysuje się również z Kościołem rzymskokatolickim. Na czele tego konfliktu, o którym jeszcze będzie mowa w dalszej części pracy, stoją z jednej strony ukraińscy grekokatolicy, którzy zostali deportowani w roku 1947 z południowo-wschodniej Polski na tzw. „ziemie odzyskane“. Drugą stronę tworzą natomiast wypędzeni Polacy wyznania rzymskokatolickiego, których ojczyzną również były Kresy, aczkolwiek tereny leżące dziś już za granicą państwa, a których rodziny były nieraz ofiarami mordów na Wołyniu i w Galicji Wschodniej dokonanych przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA).



Stosunki z Polskim Autokefalicznym Kościołem Prawosławnym

Grzegorz Polak opisuje w następujący sposób skomplikowaną istotę konfliktu: „Nad stosunkami grekokatolików i prawosławnych ciąży fatum czterech wieków historii, datujący się od Unii Brzeskiej z 1596 r., kiedy to większość Kościoła prawosławnego na ziemiach Rzeczpospolitej uznała zwierzchnictwo papieża i połączyła się z Kościołem katolickim. [...]

Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że przez wyznawców Kościoła prawosławnego grekokatolicy uważani są za zdrajców, którzy opuścili macierzystą Cerkiew. Płacąc pięknym za nadobne - grekokatolicy uważają prawosławnych za narzędzie władz komunistycznych [...] nadal stanowią kamień obrazy i główną przeszkodę w dialogu ekumenicznym.“ (Polak, 2003).

Dochodzą do tego jeszcze spory prawne dotyczące prawa własności kościołów we wschodniej Polsce, które były w przeszłości miejscem celebry obu wspólnot.

Prawosławny arcybiskup Jeremiasz i proboszcz Aleksander Konachowicz konsekwentnie uprawiają we Wrocławiu politykę separacji Kościoła greckokatolickiego. Wiele razy grożąc bojkotem tygodnia ekumenicznego, udało im się doprowadzić do wykluczenia grekokatolików z brania w nim udziału. Dowody na to można znaleźć w roczniku wspólnoty ewangelicko-augsburskiej, gdzie wymienione są nazwiska wszystkich wyższych przedstawicieli kościelnych przybywających na uroczystości ekumeniczne. Przedstawiciele Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego negują istnienie greckokatolickiej wspólnoty we Wrocławiu, co daje się wyraźnie zauważyć podczas wywiadu z księdzem Aleksandrem Konachowiczem, współzałożycielem Dzielnicy Wzajemnego Szacunku. Na pytanie, z jakimi wspólnotami jego kościół utrzymuje kontakty, nie wspomina on ani słowem Kościoła greckokatolickiego.

Natomiast osoby wierzące, takie jak Ewa Gal, twierdzą dla kontrastu, że czują się o wiele bardziej związane z obrządkiem prawosławnym niż z łacińskim. Ewa Gal powody dla takiego stanu rzeczy widzi w bliskości językowej do starosłowiańszczyzny, we wspólnym kalendarzu juliańskim, w wystroju kościołów oraz przede wszystkim w podobieństwie zwyczajów religijnych kościołów wschodnich. Konflikt na płaszczyźnie teologicznej między oboma wyznaniami chrześcijańskimi i traktowanie grekokatolików jako „odszczepieńców“ od prawosławia są według niej dowodem na przeważającą między nimi liczbę cech wspólnych. Chociaż wypowiedź ta jest odosobniona, można z niej wywnioskować, że zwykli wierni chcieliby zakończyć ten spór; trzeba jednak wspomnieć, iż z takim podejściem spotkaliśmy się tylko po stronie greckokatolickiej. Z wypowiedzi Ewy Gal i Igora Salamona wynika również, że wrocławski Kościół prawosławny zawdzięcza swe istnienie deportowanym ukraińskim wyznawcom prawosławia. Dlatego też po II wojnie światowej w prawosławnym seminarium duchownym w Warszawie nauczano najpierw w języku ukraińskim. Ze względu na znikomą liczbę Rosjan, wprowadzenie rosyjskiego bądź też starosłowiańskiego byłoby anomalią. Spowodowało to znaczne zmniejszenie się liczby prawosławnych Ukraińców. Warto wspomnieć, że chodzi tu o subiektywną ocenę sytuacji, której potwierdzenie wymagałoby przeprowadzenia dalszych badań. Dowodem na to, że podejmowane środki polityczne miały długoterminowo pogorszyć stosunki między wyznaniami w Polsce, a co za tym idzie i we Wrocławiu, jest lepsze traktowanie niektórych mniejszości wyznaniowych, którego celem było osłabienie Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce. Według księdza Józefa Patera, dyrektora znajdujacego się na Ostrowie Tumskim Muzeum i Archiwum Archidiecezjalnego, szczególne wsparcie otrzymywał Kościół prawosławny i Kościół polskokatolicki. Według przedstawicieli Kościoła greckokatolickiego władze komunistyczne wspierały powstawanie wspólnot prawosławnych nawet na terenach zamieszkałych przez grekokatolików, co sprawiło, że powstawały one w miejscowościach, w których w ogóle nie było wyznawców prawosławia. Z wywiadów można wywnioskować, że to nierówne traktowanie, uważane jest za jeden z powodów istniejącej do tej pory przepaści między niektórymi grupami religijnymi.

Stosunki z Kościołem rzymskokatolickim we Wrocławiu

Ksiądz Andrzej Michaliszyn podkreśla podczas naszej rozmowy, że Kościół rzymskokatolicki, a szczególnie kardynał Henryk Gulbinowicz wstawiali się do roku 1989 za jego wspólnotą wyznaniową. Nie licząc kilku imprez, nie istnieją jednak od tamtego czasu zbyt szczególne kontakty między oboma wspólnotami. Trudno jest odpowiedzieć na pytanie dotyczące wzajemnych stosunków: „Znając z doświadczenia było różnie i przepuszczając to będzie też różnie. [...] Tak są przykłady, i z jednej i z drugiej strony, budujące i dołujące ... [pytany o konkretne przykłady] tzn. jakieś spotkania ekumeniczne, gdzie są obecni grekokatolicy, były takie i myślę, że będą takie... na różnych płaszczyznach [...] Ale bywało tak że ... no ... nas nie było, że nie byliśmy zapraszani.“

Można więc według naszego rozmówcy wymienić zarówno pozytywne jak i negatywne przykłady, jednakże o tych drugich mówi bardzo niewiele i w sposób bardzo dyplomatyczny. Wydawać by się mogło, że zdaje on sobie sprawę, iż łączacy wspólnoty ekumenizm nie jest zbyt silny i nie chce go dodatkowo obciążać.

Jako pozytywny przykład przytacza nam Tydzień modlitwy o jedność, podczas którego zarówno duchowni, jak i wierni, odwiedzają się nawzajem w swych świątyniach, przy czym gospodarzem wpólnych mszy jest codziennie inna grupa religijna. Jednak jak już wiadomo z pierwszej części pracy, projekty ekumeniczne jest we Wrocławiu trudno zrealizować. Ewa Gal mówi, że niezmiernie ciężko jest przekonać wiernych do brania udziału w takich ekumenicznych spotkaniach i tylko nieliczni to czynią.

Jako że z każdej strony, głównie przez duchownych, podkreślane są nam przykłady ekumenizmu we Wrocławiu, a szczególnie Dzielnica Wzajemnego Szacunku, interesują nas problemy w stosunkach między kościołami, które są z zasady przemilczane: duchowni rzymskokatoliccy w ogóle o tym nie mówią, a ksiądz Michaliszyn ostrożnie o nich wspomina dopiero wtedy, gdy zadajemy konkretne pytania. Ważnej wskazówki udziela nam podczas krótkiego wywiadu Iwan Andrunek, ukraiński śpiewak operowy i opiekun greckokatolickiego chóru kościelnego: 28 czerwca 2003 r. odbywały się we Wrocławiu uroczystości upamiętniające sześćdziesiątą rocznicę bratobójczych walk na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Władze miasta zaproponowały wspólnocie greckokatolickiej uczestnictwo w przygotowaniach obchodów i w samej uroczystości. Wielu członków wspólnoty, na czele z biskupem Włodzimierzem Juszczakiem, chętnie przyłączyło się do uroczystości, tak że Ukraińcy i Polacy wspólnie upamiętniali ofiary walk przy pomniku nieopodal Hali Targowej. Jednakże już podczas obchodów, przedstawiciele polskich kombatantów lub członkowie Towarzystwa Upamiętniania Ukraińskich Zbrodni na Narodowości Polskiej rozdawali obraźliwe ulotki. Nie udało nam się wprawdzie dotrzeć do żadnego egzemplarza takiej ulotki, ale w liscie zażaleniowym wspólnoty greckokatolickiej z dnia 18 lipca 2003 r. znaleźliśmy następujący fragment: „Parochowie Cerkwi greckokatolickiej święcili bandziorom noże i widły, ale też w szeregu znanych wypadków dowodzili bandami [...] Byli rezuni z UPA wciąż mieszkają na Śląsku i paradują w mundurach UPA na ukraińskich uroczystościach.“

Owe wypowiedzi są przykładem szkalowania Kościoła greckokatolickiego przez polskich nacjonalistów, poprzez kojarzenie go ze zbrodniami, które nie mają w pierwszej linii podłoża religijnego tylko etniczny. Podczas późniejszej mszy w kościele św. Elżbiety przy Starym Rynku miano się modlić za ofiary owych mordów sprzed sześćdziesięciu lat oraz za polsko-ukraińskie pojednanie. Tam doszło do skandalu, który został dokładnie opisany w wyżej wspomnianym liście. Ksiądz Tadeusz Pater z Przemyśla, który według Igora Salamona znany jest z „ukraińskiej fobii“, dokładnie opisywał w swym godzinnym przemówieniu krwawe zbrodnie z przeszłości, które według jego opisu popełniali tylko Ukraińcy i przyrównał w końcu naród ukraiński do Judasza. Jego słowa, jak twierdzi obecna tam również Ewa Gal, przyjęte zostały z aplauzem przez większość z obecnych tam starszych Polaków. Dało się słyszeć okrzyk: „Wreszcie ktoś powie prawdę!“. Przedstawiciele Kościoła greckokatolickiego, a w ślad za nimi ich wierni, opuścili na znak protestu świątynię. Napisany przez nich później list został wysłany do wielu przedstawicieli Kościoła rzymskokatolickiego i greckokatolickiego, do prezydenta miasta Wrocławia, wielu gazet, a także do Instytutu Pamięci Narodowej. Jednak poza przyjęciem tego faktu do wiadomości oraz reprymendy dla księdza ze strony jego przełożonych, wydarzenie to nie pozostawiło za sobą ani większego echa w mediach ani nie było też debatowane publicznie. Brak zainteresowania zarówno ze strony mediów jak i władz publicznych rzuca cień na wspólnotę chrześcijańską, a także daje powody do zastanowienia się nad faktycznym znaczeniem ekumenizmu we Wrocławiu.

Jednak widoczne są także gesty i słowa pojednania, przede wszystkim papież Jan Paweł II wypowiadał się dość jednoznacznie w tej sprawie: „Nowe tysiąclecie [...] wymaga, aby Ukraińcy i Polacy nie pozostawali zniewoleni swymi smutnymi wspomnieniami przeszłości. Rozważając minione wydarzenia w nowej perspektywie [...] niech spojrzą na siebie nawzajem wzrokiem pojednania“ (z listu papieża z okazji sześćdziesięciolecia wydarzeń na Wołyniu; cytat z listu wspólnoty greckokatolickiej z dnia 18.7.2003 r.)

Już sam fakt, że wspólnota greckokatolicka, a tym samym mniejszość ukraińska zostały zaproszone na obchody jest dowodem zmian w polskiej świadomości. Ogromną przeszkodą, której przezwyciężenie wymagać będzie wiele wysiłku, jest zdanie Polaków z byłych Kresów, którzy uważają się wyłącznie za ofiary Ukraińców. Perspektywa taka nie pozwala podejść do historii w sposób krytyczny i zdystansowany, szczególnie, że poprzez uogólnienie czynów niektórych brutalnych oddziałów UPA, wszyscy Ukraińcy postrzegani są jako naród bandytów i morderców.

Akcja Wisła i walki bratobójcze tłumaczą postawione na wstępie pytanie, dlaczego nasi respondenci bardziej podkreślają swą narodowość niż religię. Złe doświadczenia z lat wojny i okresu tuż po niej bardzo mocno odcisnęły się w świadomości zarówno Polaków, jak i Ukraińców. Pozostałościami po strachu przed prześladowaniami są po dzień dzisiejszy sceptycyzm i dystans do innych narodowości. Nawet jeżeli nasi rozmówcy nie mówią o tym głośno, to można to zaobserwować podczas każdej z rozmów. Dlatego też nie ma się co dziwić, że jedno z pierwszych pytań Andrzeja Kołacza do naszej koleżanki o niemiecko-polskich korzeniach brzmi: „A dla kogo pani robi te wywiady? Tylko pytam, bo u Polaków nigdy nie wiadomo jak są nastawieni wobec Ukraińców.“ Igor Salamon twierdzi, że Kościół greckokatolicki zawsze był „świadomy narodowo“: poprzez język ukraiński integrował Ukraińców i stale identyfikował się z ukraińską tożsamością etniczną: „Kościół greckokatolicki odegrał olbrzymią rolę, olbrzymią rolę w ogóle w przetrwaniu narodu ukraińskiego, bo tylko tam gdzie przetrwał Kościół tam przetrwał i język i kultura [...].“

Podobnie jest z Kościołem rzymskokatolickim w Polsce, który praktycznie za każdym razem, gdy Polska traciła niepodległość w XIX i XX wieku, zapewniał zachowanie i pielęgnowanie polskiej kultury i przyczynił się tym znacznie do zachowania silnej polskiej tożsamości narodowej. Dlatego zarówno dla Polaków jak i Ukraińców patriotyzm bez religii i kościoła nie istnieje. Dla ekumenizmu istotne jest często zatem bardziej to czy wspólne projekty będą robione z Polakami i Ukraińcami, a nie z grekokatolikami i wiernymi Kościoła rzymskokatolickiego.



Rozważania końcowee

W naszej pracy przyjęłyśmy ekumenizm jako wyznacznik dla pokojowego współistnienia wyznań we Wrocławiu. Zauważyłyśmy przy tym, że dialog nie funkcjonuje jak dotąd w równym stopniu między wszystkimi grupami wyznaniowymi. Podsumowując można powiedzieć, że istnieje już we Wrocławiu wiele przykładów współpracy między poszczególnymi wyznaniami i religiami, jednakże przedstawianie metropolii jako miasta dialogu nie odpowiada jak dotąd rzeczywistości - dialog jest jeszcze raczej celem, który ma zostać osiągnięty. Oto prawdopodobne przyczyny takiej sytuacji:

Po pierwsze już nieporozumienia teoretyczne wewnątrz i pomiędzy kościołami, ukazują jak ciężko jest zdefiniować pojęcie ekumenizmu. Pozwala to przypuszczać jak wielkie problemy powoduje wcielanie idei w rzeczywistość.

Po drugie kontakty religijne zależą w dużej mierze od konfliktów narodowych. Oczywistym przykładem jest stosunek Kościoła rzymskokatolickiego i prawosławnego do Kościoła greckokatolickiego. Ale wydaje się również, że i stosunek pewnych katolickich księży do Kościoła ewangelickiego zależny jest od narodowych przesądów.

Trzecim powodem są utrudniające współpracę różnice teologiczne. Pewien ksiądz katolicki tłumaczy nam na przykład, że wspólna msza katolików z protestantami jest nie do pomyślenia, ze względu na inny stosunek do ostatniej wieczerzy. Do takich przedsięwzięć potrzebna jest zarówno gotowość kompromisu, jak i zaakceptowanie zasad innych religii, co nie jest jednak do zaakceptowania przez wszystkich duchownych.

Czwartą przyczyną jest zbyt małe zainteresowanie ideą ekumenizmu we wspólnotach kościelnych, przez co los projektów takich, jak Dzielnica Wzajemnego Szacunku, zależy od pojedynczych zaangażowanych w ideę osób. Wydaje nam się, że międzywyznaniowość nie jest jeszcze na co dzień obecna we Wrocławiu, o czym również świadczy małe zainteresowanie tematem ze strony mediów.

Mimo krytyki nie można zapominać o staraniach, jakie zostały poczynione w kierunku współpracy między wyznaniami, pamiętając przy tym, że jest jeszcze wiele do zrobienia. Lepsza współpraca między grupami religijnymi miałaby na pewno duże znaczenie kulturowe. Pozostaje mieć nadzieję, że postulowana przez księdza Andrzeja Michaliszyna „praca nad mentalnością ludzką“ doczeka się relizacji i Wrocław zbliży się do swego ideału miasta dialogu.




deutsch


Kontakt: hotzan@euv-frankfurt-o.de | ostatnia aktualizacja: 19 października 2005 r.
externer LinkKatedra studiów polskich i ukraińskich